> Віленскі павет > Салечніцкі раён > вёска Геложы > Вёска на старых фотаздымках
Геложы. Вёска на старых фотаздымках
Геложы. Вёска на старых фотаздымках

Геложы | Вёска на старых фотаздымках - Каментарыі

Słyszałam o tym tartaku od mojego św. pamięci już taty. Pracował w nim mój dziadek, który mieszkał w Urlańcach. Ponoć spalili go partyzanci aby w czasie wojny Niemcy nie produkowali w nim drewna. Tato opowiadał, że przed spaleniem tartaku ktoś z grupy, która miała to zrobić ostrzegł dziadka żeby nie przychodził tego dnia do pracy. Tartak dawał pracę wielu ludziom w okolicy i po spaleniu go niektórym rodzinom znacznie się pogorszyło. Nie wiem ile jest w tym prawdy. Mogła to być tylko opinia dziecka ponieważ w 1943 tato miał tylko 9 lat. адказаць
Giełoże były niewielką osadą położoną niedaleko drogi z Dziewieniszek do Klewicy. Był to już skraj wspaniałych lasów klewickich należących do Janiny Umistowskiej z Żemłosławia, o których mówiło się, że w niczym co do jakości nie ustępują lasom fińskim. W pobliżu Giełoż znajdował się niewielki folwark dzierżawiony przez Żyda Ejszyckiego. Tartak zajmo-wał olbrzymi plac. Pośrodku niego były ułożone tory z wagonikami, na które wkładano zwie-zione z lasu ociosane pnie drzew. Następnie przewożono materiał do dużego budynku, gdzie stały dwa traki, heblarki oraz inne maszyny do obróbki drewna.
W Giełożach produkowano przede wszystkim deski, ale również krawędziaki, belki, więźbę dachową, tarcicę i gonty. Część odpowiednio przygotowanych desek szła na eksport do Anglii. Z Wilna przyjeżdżali dwaj inżynierowie, którzy każdą wysyłaną partię desek przeglądali i zatwierdzali. Następnie konnymi wozami przewożono deski do stacji kolejowej w Bie-niakoniach.
Wszystkie maszyny w tartaku były zasilane parą wytwarzaną w olbrzymiej kotłowni - lokomobili. Pary było tyle, że starczało jej do podgrzewania wody dla stałych mieszkańców tartaku i łaźni wybudowanej dla zatrudnionych w nim robotników. Parą też napędzano prądnice dające prąd elektryczny pięć dni w tygodniu, gdy tartak pracował. Zasilano nią również duży młyn wybudowany razem z tartakiem. Młyn produkował mąkę i różnego rodzju krupy. Kotłownię opalano drewnem i trocinami powstałymi podczas produkcji.
Pomyślmy, jak na ówczesne czasy i warunki był to dobry projekt techniczny i jak wszystko było dobrze przemyślane i zorganizowane.
Od 1930 roku przy tartaku mieszkał jego kierownik Stanisław Starosta z rodziną, mecha-nik maszyn, dwóch trakowych i młynarz - wszyscy też z rodzinami. Inni pracownicy dojeż-dżali, a do wycinek i zwożenia drewna z lasu zatrudniani byli ludzie z okolicznych wiosek.
Stanisław Starosta pochodził z Ponieca w Wielkopolsce. W niedalekim Lesznie ukończył szkołę rolniczą i podobnie jak wielu młodych, wykształconych w tym kierunku ludzi, wyje-chał na Kresy Wschodnie. Brak tam było specjalistów z dziedziny rolnictwa, a i jego poziom był niski. Stanisław wpierw trafił do majątku Michałówka niedaleko Mostów. Przyjeżdżała tam często Janina Umiastowska z Żemłosławia, która widząc zdolnego i energicznego mło-dzieńca namówiła go do wyjazdu do jej posiadłości. Stanisław Starosta z żona Zenobią, córkami Wandą i Iwoną przyjechali do Żemłosławia w 1927 roku. Trzecia córka Teresa urodziła się w miasteczku Sobotniki, do której to gminy administracyjnie należał majątek Żemłosław.
Gdy zarząd majątku, a był on w 1930 roku w własnością USB w Wilnie, w prozumieniu z Janiną Umiastowską postanowił wybudować tartak w Giełożach, Starosta został tam oddelegowany. Był człowieliem odpowiedzialnym i godnym zaufania, więc powierzono mu ogólny nadzór nad budową, a po jej ukończeniu został kierownikiem tartaku.
Jesienią 1943 roku tartak został spalony przez jakąś uzbrojoną grupę, w której znajdowali się Żydzi

Jest to fragment z mojej książki pt. „Żemłosław”, Wydawnictwo GAWIA, Poznań 2005. Zdjęcia na tej stronie pochodzą z archiwum rodzinnego pani Wandy Starosty.
адказаць

Дадаць паведамленне

*
*
*
*