> ̳ > > >
.
.

| -

Kurier Nowogródzki nr 40 z dnia 10.02.1937 r. Nowy Burmistrz Klecka
W dniu 30 stycznia roku bieżącego w lokalu Zarządu Miejskiego w Klecku odbyło się posiedzenie Rady Miejskiej, poświecone w pierwszej części uchwaleniu budżetu na rok 1937 38 oraz w drugiej wyborom burmistrza. Jeżeli chodzi o budżet, to chociaż w wydatkach zwyczajnych nie preliminowano tam większych , niż w roku 1936 -37, jednak dwa działy, szkolnictwo i oświata pozaszkolna oraz zdrowotność i opieka społeczna zostały potraktowane zer specjalną troską o przyszłe kadry zdrowych i uświadomionych obywateli. Skutki tej działalności okażą się dopiero po latach. Gorliwym ojcom miasta nie chodzi o natychmiastowy, krótkotrwały efekt, lecz o mocne podstawy, na których opierać się będą przyszłe pokolenia młodzieży. Pokaźne kredyty zapreliminowano na zapoczątkowanie budowy siedmioklasowej szkoły powszechnej i budowę rzeźni. W globalnej sumie budżet zwyczajny i nadzwyczajny wynosi 65.000 zł. Poza uchwalonymi kredytami z własnych funduszów , Rada Miejska powzięła uchwałę uzyskania pożyczki z funduszy pracy na budowę rzeźni 20.000 zł , szkoły 10.000 zł i Towarzystwa Popierania Budowy Szkół 15.000 zł. O ile odnośne instytucje choć w 50 procentach uwzględnią uchwały Rady, to będzie miało miasto wykończone w roku 1937 dwa bardzo potrzebne i pożyteczne gmachy. Po uchwaleniu budżetu przystąpiono do wyboru burmistrza, gdyż dotychczasowy pan Kuroczycki z powodu złego stanu zdrowia zrzekł się tej godności i przeszedł na emeryturę. Zgłoszona została kandydatura pana podpułkownika emerytowanego, Witolda Chmielewskiego. Kandydatura ta przeszła jednogłośnie , wskazując u państwa radnych duże zrozumienie interesów publicznych. Nowy burmistrz pochodzi z powiatu oszmiańskiego, liczy lat 45, były wojskowy ma dużo odznaczeń, poczynając od Krzyża Virtuti Militari. Studia ukończył w Wilnie. Żelazna wola jaką posiada, doświadczenie życiowe rokują, że miasto wiele zyska mając tak poważnego przełożonego. A pracy w Klecku jest bardzo dużo. Zdolna i energiczna jednostka ma do zrobienia wiele, a warunki są doskonałe.
Kurier Wileński nr 312 z dnia 13 listopada 1937r.
Kleck
1. Doceniając znaczenie należytego rozwoju spółdzielczości oraz podniesienie dobrobytu rolnictwa, przystąpić na członka Powiatowej Spółdzielni Powiatowej spółdzielni rolniczo 0-handlowej w Nieświeżu z udziałem 500 zł.
2. w związku z obchodem w dniu 17 października roku bieżącego 13 tej Rocznicy powstania Korpusu Ochrony Pogranicza w Klecku i biorąc pod uwagę ciężką i pełną poświęcenia służbę Korpusu Ochrony Pogranicza na straży granicy wschodniej Państwa, która jest i granicą gminy jednocześnie, oraz w uznaniu zasług KOP w pracy kulturalno oświatowej na terenie gminy, który zdobył sobie tym samym uznanie i szacunek ludności gminy, Zarząd gminny uchwalił jednogłośnie: dla upamiętnienia tej rocznicy i zadokumentowania i pogłębienia istniejącego pomiędzy ludnością gminy, a Korpusem Ochrony Pogranicza współżycia, wyasygnować z sum gminnych kwotę 100 zł na kupno radioodbiornika dla strażnicy na terenie gminy kleckiej.
Panie Zbigniewie,podaje Panu moj adres email: mirka762000@yahoo.com. Czy moglby Pan sie ze mna skontaktowac? Widze, ze Pan ma wiedze na temat Klecka i okolic. Szukam zdjec i informacji o tym miejscu. Bede wdzieczna za uwage. Pozdrawiam Mirka Lukaszewska
"Kurier Wileński" nr 2 z dnia 3.01.1928 r. poinformował o powtórnych wyborach do Gminy w Klecku.
WYBORY W GMINIE KLECKIEJ
W tych dniach starosta powiatu nieświeskiego nie zatwierdził wyborów wójta i ławników do rady gminnej w Klecku. Przy powtórnych wyborach wybrani zostali Dzieminik Ignacy - wójt, Konan Jan - zastępca wójta i ławnik pan Twarowski. Wybory musza być jeszcze zatwierdzone przez starostę.
Słowo nr 80, Warszawa, dnia 13.04.1885r.
Słuck. Od kilku lat istnieje i nader prawidłowo rozwija się w naszym powiecie w miasteczku Klecku Towarzystwo Zaliczkowo Wkładowe. Przed kilku dniami właśnie otrzymaliśmy sprawozdanie z działalności rzeczonej instytucji w roku ubiegłym. Ze sprawozdania tego dowiadujemy się, iż towarzystwo wzrasta stale z rokiem każdym: gdy w pierwszym roku swego istnienia (1882) klecka kasa zaliczkowo wkładowa liczyła zaledwie 45 członków, a kapitał zakładowy nie przeniósł sumy 1500 rubli srebrnych w następnym zaraz roku to jest w roku 1883, liczba członków wzrosła niemal w dwójnasób (83), kapitał zaś zakładowy osiągnął pokaźną sumę 4.334 rubli srebrnych, a ogólne obroty kasy wyniosły z górą 39 tysięcy rubli.
Przechodząc z kolei do roku ubiegłego, a trzeciego istnienia towarzystwa, z przyjemnością zaznaczamy nowy postęp sympatycznej instytucji, a mianowicie: Członków towarzystwo rzeczone w roku 1884 liczyło 138, z kapitałem zakładowym 7.730 rubli srebrnych; obroty kasy w roku zeszłym wyniosły przeszło 80.700 rubli srebrnych. Dochód brutto w roku sprawozdawczym osiągnął cyfrę 1.745 rubli srebrnych, gdy wydatki nie przekroczyły 1.190 rubli srebrnych, dochodu więc czystego otrzymano 555 rubli srebrnych. Suma wkładów w porównaniu z rokiem 1883 niemal się podwoiła i osiągnęła cyfrę 6.000 rubli srebrnych.
Ogółem 47 osób lokowało swe drobne oszczędności w kasie Kleckiej. Powiększenie się liczby wkładów, jako też ich rozmiarów należy przypisać w części uchwalonym na zeszłorocznym zebraniu podniesienia stopy procentowej z pięciu na sześć procent, co dla okolicznych mieszkańców z klasy uboższej stało się wielką zachętą do lokowania w kasie towarzystwa zaoszczędzonego grosza.
Z przyjemnością też notujemy fakt, iż z liczby 108-u członków, którzy w roku zeszłym zaciągnęli w kasie pożyczki (na ogólną sumę 32.808 rubli srebrnych 50 kopiejek) zaledwie jeden okazał się niewypłacalnym , winien zaś był towarzystwu 50 rubli srebrnych. Na tegorocznym ogólnym zebraniu, na które przybyło 46 członków, prezes towarzystwa ogromną większością głosów został wybrany na nowe trienium. W zarządzie towarzystwa zaszło parę zmian nieznacznych.
GŁOS Tygodnik Literacko Społeczno Polityczny Warszawa, dnia 3 kwietnia (22 marca) 1897 r.
Kleck, powiat Słucki. Proces księdza Jana Jurgiewicza
Wileńskij Wiestnik podaje następujące wiadomości o sprawie proboszcza Kleckiego, Jana Jurgiewicza i o jego osobie. W tych dniach proboszcz Kleckiej parafii, ksiądz Jan Jurgiewicz, powrócił z Petersburga, dokąd jeździł wysłuchać raportu o swej sprawie, względem oskarżenia o fałszerstwo, na posiedzeniu kryminalno kasacyjnego departamentu rządzącego senatu z mocy swej skargi kasacyjnej na wyrok Mińskiego sądu okręgowego z dnia 7 listopada roku ubiegłego (1896r.) Senat, na posiedzeniu 3 marca, skasował całkowite śledztwo sądowe w sprawie księdza Jurgiewicza i odesłał ją na nowe rozpatrzenie co do istoty do Wileńskiego sądu okręgowego. Proces ten wskutek swej tendencyjności narobił dużo hałasu wśród miejscowego towarzystwa rosyjskiego i prawników i zawiera istotnie wiele ciekawego w szczegółach, warunkach otoczenia, a nawet w przebiegu swym przed sądem przysięgłych, dzięki właśnie charakterystycznej indywidualności podsądnego, który w guberniach wielkorosyjskich nie wyróżniałby się niczym z ogółu obywateli rosyjskich, podczas gdy u nas w kraju Północno Zachodnim skatoliczeni i spolszczeni miejscowi Rusini mający się za Polaków, są zdania, iż ksiądz katolicki nie może i nie powinien być obywatelem rosyjskim i odwrotnie. Ksiądz zaś Jan Jurgiewicz nie tylko uważa się za wiernego poddanego Rosji, lecz także w swej działalności pasterskiej przestrzega święcie słów apostoła Pawła: niech każda dusza ulega władzom naczelnym. Ojciec Jan Jurgiewicz jest szczerym i najgorliwszym pasterzem kościoła rzymsko katolickiego. Po skończeniu nauk w seminarium w roku 1862, ojciec Jurgiewicz został mianowany księdzem w miasteczku Ikaźni powiatu Dziśnieńskiego. Wtedy już młody ksiądz nie sympatyzował z majaczeniami swych politykujących współwyznawców i trzymał się na uboczu. W następnym 1863 roku gienerał gubernator Murawiew przeniósł go na lepsze miejsce, proboszcza kościoła parafialnego w Trokach, dla przykładu innym księżom nagrodził go medalem na pamiątkę 1863 1864 r. i przedstawił go do orderu św. Stanisława 3-ciej klasy. Ksiądz Jurgiewicz ze swej strony czynami usprawiedliwił taką ku sobie ufność najwyższej w kraju władzy cesarskiej i jako jeden z pierwszych księży, wraz z kanonikiem Mińskim Sęczykowskim, zgodził się odprawiać nabożeństwo dodatkowe w kościele po rosyjsku. Po roku 70-tym ojciec Jurgiewicz zgodnie ze swym życzeniem został przeniesiony do Klecka. Przed kilku laty oddał do gimnazjum w Słucku siostrzeńca swego Hieronima Nerońskiego, ponieważ jednak ten był za stary do klasy pierwszej, więc ksiądz Jurgiewicz w metryce zmniejszył mu o rok jeden lata w porównaniu z rzeczywistym jego wiekiem, zapisanym w księgach metrycznych kościoła Słuckiego. Nieporozumienia rodzinne pchnęły do denuncjacji bratową księdza Jurgiewicza, za czym poszło śledztwo i proces. Uratowały księdza Jurgiewicza dwa najwyższe Manifesty z 14 (26) listopada 1894 r. i 14 (26) maja 1896r., po których zastosowaniu ksiądz Jurgiewicz mocą wyroku sądowego skazany został tylko na pozbawienie wszystkich szczególnych i osobistych praw stanu. Lecz, jak powiedziano wyżej, senat rządzący skasował obecnie wyrok sądu okręgowego Mińskiego i sprawa będzie sądzona ponownie przez sąd w Wilnie.





Kurier Nowogródzki nr 69 z dnia 06.12.1931
Z posiedzenia Rady Miejskiej w Klecku.
Ostatnio w Klecku odbyło się posiedzenie Rady Miejskiej, na którym powzięto szereg uchwał o poborze dodatków do podatków państwowych na rzecz miasta Klecka, oraz dokonano zmiany statutowe do podatku samoistnego od przedmiotów zbytku na rok 1932 -1933.
Na tymże posiedzeniu rady miejskiej uchwalono stałe stypendium im. posła Ziemi Nowogródzkiej świętej pamięci Tadeusza Hołówko, ponadto uchwalono rezolucję potępiającą wystąpienie senatora Borha w sprawie dostępu Polski do morza.
Wybory nowego wójta gminy kleckiej (4 grudnia 1931 r.)
Wobec ustąpienia ze stanowiska wójta gminy kleckiej pana Antoniego Łapkowskiego, w bieżącym tygodniu odbyły się wybory nowego wójta gminy kleckiej, którym został wybrany pan Antoni Twarowski mieszkaniec wsi Babajewicze, gminy kleckiej.
W dniu 4 grudnia wybory wójta gminy zostały zatwierdzone przez starostę nieświeskiego.
Zaprzysiężenie nowego wójta gminy kleckiej, odbyło się w sobotę dnia 5 grudnia w urzędzie Starostwa nieświeskiego.
(Kurier Nowogródzki nr 69 z dnia 06.12.1931)
Dziatwa kupuje granatnik dla Korpusu Ochrony Pogranicza (KOP-u). Dziatwa Szkoły Powszechnej w pogranicznym miasteczku Kleck z groszowych ofiar zebrała kwotę 600 złotych. Za pieniądze te dzieci uchwaliły zakupić granatnik dla miejscowego oddziału Korpusu Ochrony Pogranicza (9 Batalion KOP Kleck - dod. ZW). Przekazanie daru na dozbrojenie armii nastąpi w najbliższym czasie, przy udziale rodziców i przedstawicieli władz i zrzeszeń społecznych.

(Kurier Wileński, nr 157, z dnia 10.06.1938rok)
Ilustrowany Kurier Codzienny nr 249 z dnia 09.09.1937r. Biurokracja na pogorzelisku ?
Jak wiadomo, przed paru miesiącami pożar zniszczył prawie połowę pogranicznego miasteczka Klecka, w powiecie nieświeskim. Pogorzelcy w liczbie kilkuset dotąd gnieżdżą się w ocalałych stodołach i prymitywnie skleconych szałasach.
Do odbudowy spalonych domów dotąd nie przystąpiono wskutek braku pozwolenia, albowiem dotąd nie zostały zatwierdzone plany odbudowy (!).
"Ilustrowany Kurier Codzienny" Nr 170, z dnia 21.06.1937r. (Pożar Klecka miał miejsce dnia 17.06.1937r.) - Straszny obraz spalonego Klecka. Nasz korespondent wileński (Hr)donosi: Pożar w Klecku jest jedną z największych klęsk żywiołowych ostatnich lat na ziemiach północno - wschodnich. Miasteczko przedstawia straszny, przygnębiający widok. Rynek na wpół spalony, ulice, wzdłuż których sterczą sczerniałe mury i opalone belki i snujące się wśród tych dymiących wciąż jeszcze pogorzelisk sylwetki ludzkie sprawiają ogromnie przygnębiające wrażenie. Kilka tysięcy osób zostało bez dachu nad głową. Władze wojskowe poleciły rozbić namioty, gdzie pogorzelcy tymczasem znaleźli schronienie. Ranionych i poparzonych przewieziono do szpitala w Baranowiczach.
"Kurier Wileński" nr 59 z dnia z 28.02.1939r.
Kleck funduje ciężki karabin maszynowy (c.k.m.). Rada Miejska w Klecku uchwaliła jednogłośnie na jednym z ostatnich posiedzeń zakupienie ciężkiego karabinu maszynowego (c.k.m.) dla armii.
Na posiedzeniu omówiono też sprawę budowy remizy strażackiej i domu ludowego, które zostaną wybudowane po uzyskaniu długoterminowej pożyczki w PZUW.
"Kurier Wileński" nr 41 z dnia 11.02.1937r. przyniósł następującą informację:
Nowy burmistrz Klecka. W Klecku powiatu nieświeskiego, rada miejska uchwaliła przed paru dniami budżet i wybrała burmistrza. Wybrano burmistrzem podpułkownika emerytowanego Witolda Chmielewskiego. Dotychczasowy burmistrz Jan Kuroczycki zrzekł się godności ze względu na zły stan zdrowia.
KURIER LITEWSKI Nr 106 z Wilna dnia 10(23) maja 1907 r. informował:
- Kleck , (powiat słucki) W Nowodwórkach, majątku Pana Obuchowicza, włościanie zajęli ziemię dworską i i mimo gróźb i perswazji - ustąpić z niej nie chcieli. Sprowadzenia w poniedziałek 8 bieżącego miesiąca, z Klecka i Timkowicz strażnicy, wobec groźnej jakoby postawy chłopów, zmuszeni byli użyć broni palnej. Zabito jedną kobietę, ciężko raniono dwie osoby. Liczba lżej poszkodowanych dotąd nie ustalona. Ciężko ranni: kobieta i mężczyzna, umieszczeni zostali w szpitalu kleckim, gdzie mężczyźnie amputowano nogę powyżej kolana. Kobieta ma zdruzgotane 3 palce u nogi.
"NOWY KURJER" Nr 56 Poznań 10.03.1927

Ze wspomnień o Arcybiskupie Cieplaku.

Zmarły przed rokiem ten Wielki Działacz i Męczennik za sprawę Kościoła i Ojczyzny, pozostawił po sobie niezwykle bogaty rejestr czynów, które tym większą mają wartość, że odnosząc się w ogromnej mierze do czasów, kiedy Kościół katolicki pozostawał pod ciężkim batem rządu carskiego.
Skoro dzięki przegrywanej na Dalekim Wschodzie wojnie japońskie, rząd rosyjski zaczął nieco zwalniać więzy zakazów popowstaniowych, kuria arcybiskupia mohylowska zadecydowała wizytację pasterską całej Syberii, aż do Sachalinu włącznie i tę olbrzymią, niesłychaną pod względem swego ogromu wizytację, poruczono ówczesnemu sufraganowi mohylewskiemu, ś. p. Biskupowi Janowi Cieplakowi. Bezwzględnym obowiązkiem kapłanów, towarzyszących temu świętemu Pasterzowi jest, spisać, o ile pamiętają i zebrać wszelkie materiały dotyczące tej, jedynej w dziejach Kościoła wizytacji, sięgającej od Bałtyku do Pacyfiku, na terenach, gdzie od początku świata nie postała noga biskupa katolickiego, ale gdzie od lat półtorasta krew męczenników polskich zraszała te bezludne, pustynne ziemie.
Drugą, niemniej doniosłą, aczkolwiek w znacznie skromniejszych rozmiarach wizytację, odbył w r. 1910 ś. p. Arcybiskup Cieplak, zawsze jeszcze w charakterze sufragana Mohylowskiego, w diecezji Mińskiej, tej najbardziej ze wszystkich ziem polskich upośledzonej i najsurowiej terroryzowanej ziemi, stanowiącej dla rządu rosyjskiego jak gdyby pole doświadczalne, w jaki sposób najskuteczniej da się polskość i katolicyzm na kresach wschodnich, a potem i w byłej Kongresówce z korzeniem wyrwać.

Pierwsza wizytacja diecezji Mińskiej samowolnie przez władze rosyjskie skasowanej i przyłączonej do archidiecezji Mohylowskiej w r. 1867 (wywieziono wtedy biskupa A. Woytkiewicza, rozpędzono kapitułę i seminarium w drodze dekretu ministerialnego") miała miejsce w r. 1905, ale arcybiskup Szembek, niemal w samym jej początku zmarł w Nieświeżu. Po raz drugi rozpoczęto więc wizytację dopiero w r. 1910, przy czym ś .p. Biskup Cieplak zakreślił sobie olbrzymie zadanie nie pominięcia ani jednej parafii, ani jednej kaplicy nawet, byle dotrzeć wszędzie i naprawić w miarę możności te olbrzymie szkody, jakie brak kapłanów i szczególnie smutna epoka rytualistów wyrządziła wśród wiernych.
Piszący te słowa był w kilku miejscowościach świadkiem bezpośrednim tej wizytacji, nie tylko gorliwego, ale i doskonale rozumiejącego swe zadanie pasterza.
Było to mianowicie w Klecku, w miasteczku pow. Słuckiego, gdzie, po pierwsze jeszcze za Rzeczypospolitej przedrozbiorowej dyzunici najliczniej pozostali w oporze przeciwko Unii, i gdzie następnie, po powstaniu 1868 r., szereg księży zaprzańców, możliwie głęboko zasady Wiary katolickiej podkopał.

Kleck. Miasteczko, przeważnie żydowskie, parafia cała, rozległa niesłychanie. liczyła katolików, co najwyżej około 5000 dusz. Reszta, prawosławni, częściowo od najdawniejszych czasów, przeważnie jednak, nawróceni" dopiero w latach 18361839. Tymczasem, powitały nadjeżdżającego Pasterza tłumy, liczące co najmnlei kilkanaście tysięcy... I w dodatku. Pasterz spóźnił swój przyjazd o dobrych kilka godzin. Miał bowiem stanąć w Klecku o 3 po południu, a tymczasem dojrzeliśmy jego powóz na szosie zaledwie około 6-tej. Tłumy jednak czekały w skupieniu, nie rozjeżdżając się i co najważniejsze, że tłumy te składały się w przeważającej części z wyznawców prawosławia. .Jeśli się zaś Pasterz opóźnił, to także z tej racji, że po drodze zatrzymywała ludność, także prawie wyłącznie prawosławna, ale sama, bez żadnej agitacji, pragnąca złożyć hołd Biskupowi, którego nie popierali żandarmi - dla którego tak, jak dla prawosławnych archirejów, nie trzeba było naprawiać dróg pod batem uriadników, wysadzać drogi drzewkami, wysypywać piaskiem etc....

Ludność prawosławna rozumiała, że jedzie prawdziwy kapłan Chrystusowy, a nie urzędnik carski. Wylegała więc tłumnie, klękała i prosiła o błogosławieństwo, i Biskup Cieplak nie odmawiał im tego, choć wiedział, czym to grozi...

Po imponującym ingresie do kościoła kleckiego, gdzie przyjął Pasterza proboszcz, znakomity działacz kościelny i narodowy ks. Wincenty Harasimowicz, zesłany w parę lat potem do Archangielska za prowadzenie oświaty ludowej polskiej, śp. Arcybiskup Cieplak spożył skromną kolację i udał się na spoczynek.
Nazajutrz, pragnąc przed nabożeństwem obejrzeć Kleck, wstałem o g. 6 rano i jak bardzo zostałem zdziwiony, zobaczywszy Arcybiskupa na podwórzu plebanii, otoczonego ludem. Zbliżywszy się spostrzegłem, że Pasterz wypytywał o stosunki rodzinne, o dzieci i ich kształcenie, wreszcie egzaminował dzieci.

Na tego rodzaju obcowaniu, spędził Arcypasterz cały czas do sumy, a więc prawie 5 godzin. Po sumie zaś i po spożyciu skromnego śniadania, znów podążył na dziedziniec i znów kilka godzin spędził na rozmowach z Iudem, na egzaminowaniu dzieci, na udzielaniu rad, na godzeniu zwaśnionych, etc. Towarzyszyłem Arcypasterzowi przez cały czas i, przyznaję, że tak ofiarnie prowadzonej wizytacji, z taką znajomością duszy ludzkiej i z takim uwzględnieniem naszych potrzeb narodowych, nie widziałem jeszcze nigdy. Np. Arcypasterz skrzętnie wypytywał każde dziecko o umiejętność czytania i pisania, naturalnie, po polsku. Umiejącym dawał obrazki, książeczki, medaliki, Niechcąco niby, egzaminował

z dziejów ojczystych, udzielał rad rodzicom, co do nabywania książek, etc.
I czy można się dziwić, że w ślad za wizytacją tego Wielkiego Księcia Kościoła szły setki i tysiące deklaracyj ze strony ludności o przyjęcie katolicyzmu?
Ale nie mogła tego ścierpieć powracająca właśnie wtedy powrotna fala reakcji rosyjskiej- Krótki telegram z Petersburga od ministra i wizytację w połowie drogi przerwano... Nie dość na tym...

Ukarano" w dodatku Świętego Pasterza w sposób, najdotkliwszy dla duszy moskiewskiej, ale nie dosięgający człowieka tej miary, co ś. p. Arcybiskup Cieplak. Pozbawiono Go szeregu dochodów i ograniczono środki do kilkaset rubli rocznie...

Zaledwie połowę diecezji Mińskiej zdążył zwiedzić ś. p. Arcybiskup Cieplak. Ale pamięć o nim pozostała, jak o Człowieku Opatrznościowym, którego Bóg zesłał ku pocieszeniu ciężko dotkniętych rzesz katolickich. Pomiędzy" prawosławną ludnością, nawet tą która nie przyłączyła się potem do katolicyzmu, także z największą czcią wspominano Jego Imię.

Męczeństwo późniejsze, było tylko dalszym ciągiem i ukoronowaniem pracowitego, oddanego ludowi, ofiarnego żywota ś. p. Arcybiskupa Jana Cieplaka.

Wł.. Dw.

Ryfualistami" nazywano na kresach wschodnich tych księży odszczepieńców poniekąd, którzy przejęli narzucony im przez władze świeckie rytuał" nabożeństw, ułożony w języku rosyjskim i nie zatwierdzony przez władze duchowne, jako sprzeczny z zasadami wiary' katolickiej. Rytualiści" więc, byli to księża rządowi, nie zatwierdzani na swoich stanowiskach przez żadną władzę biskupią i nasyłani li tylko przez gubernatorów, w celu rusyfikowania, a także podstępnego prawosławienia ludności.

Pożar w Klecku 17.06.1937 roku.
W gazecie "NASZ DZIENNIK nr 167 a, Kraków dn. 18.07.1937r. j zamieszczono artykuł pod tytułem Groźny pożar kresowego miasteczka - dotyczący Pożaru miasta Klecka, który miał miejsce dnia 17.06.1937 r. , Groźny pożar miasteczka kresowego 500 rodzin bez dachu nad głową Spłonęła synagoga i 200 domów Warszawa 18.06.1937 (A) Ostatniej nocy wybuchł wielki pożar w miasteczku Kleck pod Baranowiczami. Ogień, który powstał w jednej z zagród chłopskich, rozszerzył się z nie bywałą gwałtownością i w ciągu godziny całe niemal miasteczko stanęło w płomieniach. Zaalarmowana okoliczna straż ogniowa pospieszyła na ratunek, lecz walka z szalejącym żywiołem była beznadziejna. Około 200 domów spaliło się, 500 rodzin zostało bez (dachu nad głową. Większość domów należała do Żydów. Między innymi spaliła się także stara bożnica, mikwa i jeszyboth, Na miejsce pożaru przybyła specjalna komisja, która bada przyczyny pożaru, gdyż wśród ludności kolportowane są na ten temat najrozmaitsze pogłoski. Żywa pochodnia Warszawa, 18. 6. (A) W Klecku obok Nowogródka wydarzył się onegdaj tragiczny wypadek, którego ofiarą padła 13-letnia Liba Mahler, uczennica szkoły Tarbut". Klasa, do której uczęszczała, miała urządzić przedstawienie w związku z zakończeniem roku szkolnego. Mahlerówna w przedstawieniu tym miała wziąć udział. Przed występem swym chciała raz jeszcze przeprasować swój kostium i w tym celu ogrzewała żelazko na maszynce spirytusowej. Nagle maszynka przewróciła się, a dziewczyna stanęła w płomieniach. Z niesamowitym krzykiem wybiegła na ulicę, wołając o ratunek. Przechodnie udzielili jej pierwszej pomocy, ale po kilku godzinach Mahlerówna zmarła w następstwie silnego poparzenia. Straszny ten wypadek wywołał wstrząsające wrażenie w całym mieście.
Szanowni Państwo przesyłam informację z "KURIER LITEWSKI " Wilno, piątek dnia 13 (26) sierpnia 1910 roku, w którym zamieszczono specjalna relację z wizytacji pasterskiej w parafii kleckiej należącej do diecezji mińskiej biskupa sufragana J. Cieplaka..

(Sprawozdanie specjalnego delegata).
Kleck (pow. słucki).

Najlepsza komunikacja z Kleckiem od strony Mińska litewskiego jest przez Horodziej, skąd do Nieświeża dojeżdża się szosą (i to przeważnie bardzo dobrze utrzymaną) a następnie, zaraz za bramą "Słucką", po wyjeździe z grodu radziwiłłowskiego skręca się na wcale znośny trakt, w kierunku południowo-zachodnim.

Dzieje miasteczka *) ongiś stolicy" udzielnego księstwa w przeważającej części związane są z historią domu Radziwiłłów, którego członkowie Olbracht, Stanisław i Mikołaj Krzysztof w dnia 16 sierpnia 1586 r. ordynację Klecką w Grodnie erygowali. W ręce zaś tego rodu w ogóle przeszedł Kleck ze znacznymi dobrami wcześniej, bo zaraz po śmierci Bony (której był dożywociem) drogą darowizny króla Zygmunta Augusta.
Kleck od pierwszych chwil swego historycznego istnienia był widownią częstych zmian i fermentów wyznaniowych.

Więc naprzód, kościół farny, ufundowany przez Andrzeja Mostwiłowickiego w r. 1450, a dokończony przez królową Bonę, - Mikołaj Czarny Radziwiłł przyjąwszy sam kalwinizm, zamienił na zbór tegoż wyznania w r. 1552, osadziwszy jako pastora słynnego reformatora, Szymona Budnego i dopiero Albert II Stanisław Radziwiłł, ordynat klecki, zwrócił kościół katolikom.

Ten farny kościół pozostał do dziś dnia w rękach katolików, aczkolwiek w epoce rytualistów" wpadł w ręce apostaty Jurgiewicza, słynnego współpracownika smutnej pamięci Sęczykowskiego. Rządy tego, najboleśniejszego w dziejach naszego kościoła, okresu przeminęły bez śladu...
Dziś kościół i parafia są rozsadnikami prawdziwej wiary i miłości chrześcijańskiej, tym silniejszej i w skutkach owocniejszej, im głębiej za czasów rytualnych były pogrążone w odmęt zdrady i sprzedajności...

Drugi kościół klecki ufundowany został i oddany dominikanom w roku 1863 przez Stanisława Kazimierza, Radziwiłła. Dziś kościół ten, bez żadnej zmiany w zewnętrznym wyglądzie (prócz przekreślenia krzyżów i pomalowania dachów na wieżach na zielono) służy wyznaniu prawosławnemu, w klasztorze zaś podominikańskim mieści się słynny bank klecki" czyli kasa pożyczkowo-oszczędnościowa, która w tutejszym życiu ekonomicznym bardzo poważną odgrywa rolę.

Oprócz zmian wyznaniowych Kleck przechodził parę napadów tatarskich i bitwę z czasu potopu, szwedzkiego. W roku 1483 czambuł tatarski obrócił w perzynę zamek i całe prawie miasto. W roku zaś 1506 dnia 8 sierpnia, miała tu miejsce wielka rozprawa orężna, w której Michał Gliński zbił na głowę sułtana Bitykiereja i brata jego Burnusa; obaj ci wodzowie ledwo pieszo zdołali uratować się z pogromu, gdzie padło pod ciosami litewskich, i polskich hufców oraz utopiło się w stawie z górą 20.000 Tatarów! Pozatym wzięto ich moc do niewoli i oswobodzono jednocześnie przeszło 40.000 jasyru, gdyż Gliński nie zadowolił się zwycięstwem w jednej bitwie, ale bezpośrednio potem zaczął znosić czambuły jeden za drugim.
Bitwa pod Kleckiem została opisaną wierszem przez Macieja Stryjkowskiego, w pamięci zaś ludu pozostała w przysłowiu:

"Z tatarem zbójeckim
Rachuj się pod Kleckiem!"

O potyczce wojsk litewskich ze Szwedami świadczy pewna ilość kul armatnich, tkwiących w murach, kościoła.
Kleck jak widać z powyższego, miał swoją chwilę, jeśli nie wielkości (bo, jak się zdaje, zawsze był marną mieściną), to przynajmniej sławy. Dziś cicho o nim i w nim, i światu przypominają się minione chwile chyba z powodu jakiejś ważniejszej okazji.
Taką właśnie była wizytacja Jego Ekscelencji biskupa-sufragana, ks. J. Cieplaka, objeżdżającego diecezję mińską z niebywałą wytrwałością i skrupulatnością.
Dostojny pasterz przybył do Klecka w niedzielę, dnia 8 bieżącego miesiąca późnym wieczorem wprost z Niedźwiedzic, wsławionych historią z kościołem zabieranym na cerkiew już po manifeście tolerancyjnym.
Dwie bramy tryumfalne o rysunku lekkim i estetycznym ustawiono: jedną z napisem: Mieszkańcy witają Ekscelencję wiarą, nadzieją i miłością", na trakcie u wjazdu do miasta, drugą z transparentem: Witaj Pasterzu", przy wejściu na terytorium kościelne.

Przyjazd był naznaczony i spodziewany na godzinę 7 wieczorem, ale jak się wyraził potem księdz Biskup, wstrzymywała go po drodze miłość ludu, bo w kilka miejscach włościanie i szlachta katolicy tłumnie zabiegali drogę, prosząc o błogosławieństwo i budując bramy tryumfalne. Jego Ekscelencja zaś nie pomija nikogo bez serdecznego słowa pociechy, bez wejścia z każdą deputacją czy pojedynczymi nawet osobami w tę konfidencję, specjalną, która sprawia, że pierwszy raz widziany człowiek staje się swoim, najbliższym...
Pomimo jednak tak długiego opóźnienia, nieprzebrane tłumy stały wytrwale przy bramie miejskiej, gdzie oczekiwała również procesja z ks. Sienkiewiczem (redaktorem Przyjaciela" z Wilna) na czele.

Kiedy nareszcie Pasterz przyjechał ze swą świtą, komitet złożony z przedstawicieli ziemian okolicznych oraz mieszczan, wręczył Jego Ekscelencji chleb i sól, przy czym krótkie powitanie wygłosił p. A. Jankowski. Z kolei zbliżyła się deputacja żydowska, której członkowie również ofiarowali chleb i sól a następnie ucałowali ręce ks. Biskupa. Jego Ekscelencja w kilku ciepłych słowach odpowiedział na powitanie, po czym w towarzystwie kilkutysięcznego tłumu udał się procesjonalnie przy śpiewie i biciu w dzwony do bramy kościelnej.
Trudno sobie wyobrazić bardziej wspaniały pochód przez to biedne miasteczko, gdzie ludność, przeważnie żydowska robiła co mogła, aby uświetnić przybycie księcia kościoła. Długi pochód procesjonalny, masa chorągwi, mnóstwo świateł i wreszcie szereg pochodni wszystko to wytwarzało nastrój bardzo głęboki i stanowiąc epokę w życiu tutejszym, na długie lata pozostanie najmilszym wspomnieniem.
Całe miasto było iluminowane - przed wieloma domami (przeważnie żydowskimi) wysypano ulicę piaskiem i zielenią.
U bramy wiodącej na cmentarz, młodziutka Jadzia Myślicka, córeczka jednego z ziemian okolicznych, ofiarowała Jego Ekscelencji kwiaty i powitała go w imieniu dzieci, których chyba paręset tworzyło szpaler od wejścia prawie aż do ołtarza, urządzonego na cmentarzu kościelnym.

Po przybraniu szat pontyfikalnych procesjonalnie poprowadzono Pasterza do ołtarza, gdzie odbyła się kościelna ceremonia przyjęcia Wizytatora, i gdzie proboszcz klecki ks. Harasimowicz wygłosił w kilku serdecznych słowach powitanie w imieniu parafian.
Jego Ekscelencja odpowiedział w dłuższym przemówieniu, wyjaśniając zebranemu ludowi znaczenie wizytacji i dziękując za serdeczne przyjęcie, w którym widzi dowód niezwykle silnie zakorzenionej wiary i uczuć religijnych.
Na przepisanej rytuałem modlitwie w kościele zakończono uroczystości tego dnia, po czym J. Ekscelencja udał się w towarzystwie proboszcza Harasimowicza, przyjezdnych, księży (około 12) i przedstawicieli instytucji na plebani, gdzie spożyto kolację.
Głównym dniem uroczystości kościelnych był poniedziałek.
Od rana, bo zaraz po 10-ej, przybyła na plebanię procesja z niesłychaną masą dzieci, którymi biskup Cieplak najchętniej się wszędzie otacza, i zaprowadziła Pasterza do kościoła aleją, nader gruntownie przybraną girlandami, zielenią i flagami o barwach kościelnych, to jest biało-żółtych.
- To właśnie te kolory w Nowej Myszy" zostały oficjalnie przez gubernatora mińskiego nazwane polskimi", za co spadła na proboszcza kara 200 rubli lub areszt.
- A ks. Ganicz?
- Ma nadzieję, że zdoła jeszcze wyjaśnić w drodze prywatnego porozumienia się, że kolory polskie nie mają nic z żółtością wspólnego, a następnie, że barwy biało-żółte są oficjalnymi barwami kościoła, a więc ściśle kościelnym artykułem przy każdej uroczystości.
A jeśli nie uda się wyjaśnić"?
To będzie apelować; gdyby zaś i to nie poskutkowało, to trudno! Będzie musiał siedzieć, bo płacić 200 rubli nie zechce...
Sumę uroczystą celebrował ks. Biskup w asystencji księży Tarasewicza i Harasimowicza, kazanie wygłosił specjalnie w tym celu z Wilna zaproszony ks. Sienkiewicz - nad ceremoniałem zaś czuwał ks. profesor Wasilewski. W czasie nabożeństwa śpiewał chór miejscowy i nieświeski w towarzystwie orkiestry.
Po nabożeństwie odprawionym na otwartym powietrzu i po krótkiej przekąsce, Jego Ekscelencja znów wrócił do kościoła, gdzie dopełnił Sakramentu Bierzmowania ponad 1000 przeszło wiernych i parę razy przemawiał, błogosławił etc.(łac. - i tak dalej)
Widziałem ks. Biskupa w pierwszych dniach jego wizytacji. Teraz, po upływie dwóch miesięcy prawie, w ciągu których niemal dzień w dzień odbywają się po wszystkich kościołach, kaplicach i nawet po domach prywatnych ciągłe celebry, bierzmowania, błogosławieństwa etc, byłoby bardzo naturalnym, zrozumiałym i wytłumaczonym, jeśliby się dało zauważyć znużenie tą jednostajną pracą i zwykłą w takich razach automatyczność tej pracy.

Tymczasem nic podobnego!
Nie tylko nie zauważyłem żadnego obniżenia napięcia w tym kierunku, nie tylko Jego Ekscelencja nie skraca, ani nie ułatwia sobie czynności, ale je przedłuża, i jest właśnie w swoim żywiole, gdy z ludem jak najdłużej przestaje, wnika w duszę tego ludu, bada jego cierpienia moralne, pociesza, naucza i prowadzi jednym słowem tę swoją pracę z iście apostolskim oddaniem się, z prawdziwie chrześcijańską miłością i tą słodyczą, która każdego za serce musi ująć.

Przez dwa dni pobytu w Klecku, Jego Ekscelencja od wczesnego ranka do późnego wieczora, poza krótkimi chwilami odpoczynku i jadła, spędzał dnie albo w kościele, albo na ganku plebanii na ciągłym obcowaniu z parafianami. Otoczony też był bez ustanku tłumem ludzi, którzy wciąż napływali, a on do każdego miał coś do powiedzenia ciepłego i takiego co to na zawsze będzie najmilszym wspomnieniem.
Trudno sobie wyobrazić coś sympatyczniejszego i podnioślejszego jak widok tego Pasterza, otoczonego dziećmi i egzaminującego je w ciągu paru godzin z religii!.. Jak te dzieci spowiadały mu się ze swych drobnych trosk, jak zdawały egzamin z rozwoju duszy i serca...

*) Dane historyczne, tyczące się Klecka, zaczerpnąłem z odnośnej pracy Kazimierza Władysława Wójcickiego.
W II RP grunta przycerkiewne oraz przy kościelne były opodatkowane

Gazeta Sądowa Warszawska Nr 47 Warszawa, 22 listopada 1926r.
Wydział Hipoteczny Sądu Okręgowego w Nowogródku (Ziemie Wschodnie) ogłasza, że na dzień 26 stycznia 1927 roku wyznaczany został termin pierwiastkowej regulacji hipoteki następujących nieruchomości:
(...)
8) Takichże gruntów, przyjętych z parafji Pokrowskiej w Klecku, położonych w gminie Kleck, powiatu Nieświeskiego, a składających się z 5 działek o ogólnym obszarze mniej-więcej 70 ha;
9) takichże gruntów przyjętych z parafji Woskresieńskiej w Klecku, położonych w gminie Kleck powiatu Nieświeskiego, a składających się z 8 działek o ogólnym obszarze mniej-więcej 65,25 ha;
Poniżej przytaczam informację że wszczęto postępowanie admiistracyjne w celu wniesienia opłat od gruntów
należących do cerkwi Woskresieńskiej (w centrum Klecka były kościół Dominikanów) oraz cerkwi Pokorowskiwiej (na cmentarzu).

Cyt
"Gazeta Sądowa Warszawska Nr 47 Warszawa, 22 listopada 1926r.
Wydział Hipoteczny Sądu Okręgowego w Nowogródku (Ziemie Wschodnie) ogłasza, że na dzień 26 stycznia 1927 roku wyznaczany został termin pierwiastkowej regulacji hipoteki następujących nieruchomości:
(...)
8) Takichże gruntów, przyjętych z parafji Pokrowskiej w Klecku, położonych w gminie Kleck, powiatu Nieświeskiego, a składających się z 5 działek o ogólnym obszarze mniej-więcej 70 ha;

9) takichże gruntów przyjętych z parafji Woskresieńskiej w Klecku, położonych w gminie Kleck powiatu Nieświeskiego, a składających się z 8 działek o ogólnym obszarze mniej-więcej 65,25 ha;"
W przedwojennym Klecku znaczna część gruntów miejskich należała do Rodziny Galas, jakie były jej losy podczas wojny nie wiem, ale znalazłem informację o postępowaniu administracyjnym, którą cytuję:

"Warszawa, 28 listopada 1925. Wydział Hipoteczny Sądu Okręgowego w Nowogródku (Kresy Wschodnie) ogłasza, że na dzień 15 stycznia 1926 został wyznaczony termin pierwiastkowej regulacji hipoteki następujących nieruchomości:
(...)
4) działu gruntu o powierzchni około 21 ha, położonego w gminie Kleck powiatu Nieświeskiego, a należącego do Mieczysława Galasa z nabycia od Albrechta Radziwiłła ze składu dóbr Kurlandja, mianowicie z folwarku Przesmykowszczyzna vel Przeorowszczyzna;
5) działki gruntu o powierzchni około 15 ha, położonej w gminie Kleck powiatu Nieświeskiego, a należącej do Bolesława Galasa z nabycia od Albrechta Radziwiłła ze składu folwarku Przesmykowszczyzna vel Przeorowszczyzna;"
Groźny pożar w Klecku.

Dnia 17 czerwca 1937 r. w Klecku wybuchł groźny pożar w wyniku którego znaczna część miasta uległa spaleniu, a wielu mieszkańców i ratowników uległo różnego rodzaju zranieniom. Do pomocy mieszkańcom kresowego miasteczka przybyły oddziały ratowniczo - sanitarne Polskiego Czerwonego Krzyża z Nieświeża. W akcji gaszenia brała udział straż pożarna z Baranowicz, żołnierze z miejscowej jednostki 6 Batalionu KOP Kleck i mieszkańcy miasteczka.

DRUŻYNY RATOWNICZO - SANITARNE Z NIEŚWIEŻA NIOSĄ POMOC LUDNOŚCI MIASTA KLECKA DOTKNIĘTEJ KLĘSKĄ POŻARU

Miasteczko Kleck koło Nieświeża zostało nawiedzone w ciągu lata przez pożar, który wskutek gwałtownego wiatru i długotrwałej suszy objął z niebywałą szybkością 158 budynków mieszkalnych i 300 gospodarskich.

Na wieść o pożarze zaalarmowano drużyny ratowniczo - sanitarne z Nieświeża, które udały się niezwłocznie na miejsce pożaru. Latem patrole ratowniczo - sanitarne P.C.K. opatrzyły ponad 50 oparzonych i skaleczonych, zaś punkt pierwszej pomocy udzielił przeszło 100 zabiegów poszkodowanym klęską pożaru oraz biorącym udział w gaszeniu ognia, zarówno członkom straży pożarnej jak i wojsku KOP.

Członkowie sekcji P.C.K. Okazali dużą sprawność i i poświęcenie w niesieniu pomocy sanitarnej poszkodowanej ludności.

Akcją ratowniczą kierował Instruktor klasy I Z.Michałowski z Nieświeża.
W dowód szczególnego uznania władze powiatowe z Nieświeża wyraziły podziękowanie ratownikom P.C.K. Dzienniki zaś zamieściły wzmianki i zdjęcia z pracy patroli P.C.K. W czasie pożaru.

Opublikowane: Polski Czerwony Krzyż Warszawa listopad 1937r. Nr 9-ty Rok XVII str 229

Pozdrawiam: Zbigniew
Kleck 1925r.

Dziwne wrażenie robi Kleck na przybysza z Zachodu. Rynek rozmiarów krakowskiego obstawiony jest derwnianemi , skleconemi z deseczek domkami pośrodku niski podparty kalenicakami też drewniany, czworokąt bazaru z drugim rynkiem wewnątrz. Bardzo piękny zewnątrz i wewnątrz , kościół, ufundowany przez królową Bonę udekorowany jest kulami kamiennemi , pozbieranemi po jakiejś bitwie z Wielkim Księciem Moskiewskim. W barokowej bożnicy kiwają się nad Talmudem i głośno kują w rytm odwiecznych majufejsów, uczniowie wyższej szkoły rabińskiej. Miasto liczy 7000 dość podobno zamożna ludność, ale niema w niem żadnej restauracji ani cukierni. W tak zwanym hotelu ściany numerów nie dochodzą do sufitu ułatwia to znakomicie cyrkulację dźwięków i powietrza. Miednica na cały hotel jedna. W Klecku natrafiłem na rewolucyjne wrzenie, burmistrz zakazał kozom i świniom chodzić po rynku. Prawdopodobnie była to pierwsza radykalna reforma od czasów księcia Panie kochanku. Niedaleko od miasta rosną w amerykańskim tempie koszary dla Batalionu KOP. Główny budynek ma piętrowy z kamienia polnego fronton i długie na kilkaset metrów drewniane skrzydła w formie odwróconej podkowy. Pomieszczą się w nim mieszkania dla oficerskie, świetlice, magazyny, warsztaty, kuchnie. Obok stoją mieszkania żołnierskie i inne nieodzowne budynki dla oddziału wojska zabezpieczającego granicę na przestrzeni kilkudziesięciu kilometrów. Budowę rozpoczęto wiosną r.b. znalazło przy niej zatrudnienie...


(Tygodnik Ilustrowany nr 46 z 14 listopada1925r.)

*
*
*
*