> Брэсцкая вобласць > Баранавіцкі раён > вёска Калдычэва > Месца канцэнтрацыйнага лагеру Калдычава
Калдычэва. Месца канцэнтрацыйнага лагеру Калдычава
Калдычэва.  Месца канцэнтрацыйнага лагеру Калдычава

Калдычэва | Месца канцэнтрацыйнага лагеру Калдычава - Каментарыі

Каардынаты:
53° 16'47.88"N, 26° 3'42.87"E
Brat mojej prababci ,proboszcz parafii Mir. Antoni Mackiewicz " aresztowany przez Niemców między 28.06.1941 a 02.11.1942. Przetrzymywany w więzieniu w Stołpcach. Stamtąd wywieziony do obozu koncentracyjnego Kołdyczewo i zagazowany w przekształconym w komorę gazową samochodzie, w uroczysku Lachówka, wraz z co najmniej 6 innymi kapłanami." Szukami informacji na temat jego i rodziców. Maciej Mackiewicz ojciec miał w Mirze stadninę ( ciekawi mnie czy gdzies można znaleść jakieś informacje)
dominika.art@gmail.com адказаць
Mój dziadek, Antoni Burzyński, również zginął rostrzelany w Kołdyczewie, tak przynajmniej brzmi przekaz rodzinny....był polskim policjantem który po wrześniu 39 ukrywał się na terenie Litwy a potem trafił z powrtem na Białoruś ale swojej rodziny już nie odnalazł ponieważ została wywieziona na Sybir ( moja babcia wraz z dziecmi czyli min z moim ojcem)...z przekazów rodzinnych wiemy że dziadek trafił do ( chyba) policji białoruskiej i współpracował z partyzantką akowską, aresztowali podobno ich we trzech, nie pomogły żadne zabiegi rodzinne typu łapówka, pieniądze itp...z relacji kobiety która pracowała w obozie w kuchni ( chyba) wynika że ...widziałam jak Antka wsadzali na samochód i innych.....samochody wróciły puste po kolejnych.....może ktoś z Państwa w swoich opowiadaniach, wspomnieniach rodzinnych słyszał to nazwisko...Stołowicze to miejscowośc gdzie mieszkali...będę wdzięczny za informację i kontakt
dariusz.burzynski@staples.com
адказаць
Mego Ojca Ignacego Jerzaka zamordowano również w Kołdyczewie ,gdy obóz był likwidowany.Mogę podać szereg nazwisk osób tam pomordowanych oraz faktów istotnych z tego okresu.8 адказаць
Witam,
znał ktoś może kogoś z rodziny Dubrawskich? A może jest ktoś z was ? :)
Zależałoby mi na tym by dowiedzieć się coś wiedzieć o moich pradziadkach którzy zginęli w obozie śmierci pozostawiając mojego dziadka samemu sobie ... pozdrawiam адказаць
Krystian i Łukasz proszę o kontakt rotmirwschowa@wp.pl
Magdalena
Inskrypcja wierszowana na pomniku Matki Bożej Bolesnej w Kołdyczewie:
"Gdy Wam powiedżą,że popiół milczy, nie wierzcie!
Nie wierzcie,że pod Waszymi stopami oniemiały żwir!
Słuchajcie nakazu z naszego życia i śmierci!
SZANUJCIE POKÓJ I STRZEŻCIE GO!
Dear Magdalena

I am looking for family Mojsiewicz from Przewłóka village / folwark close to Kołdyczewo.

Do you know any names?

My greatgrandfather (Andrzej Mojsiewicz) grew up there - his parents were Adam (?) and Felicijana. He was born in 1865 - he left for Wilna to study, and stay with other branch of Mojsiewicz family.


best wishes

Kristin Mojsiewicz адказаць
Wojenny Trubunał Białoruskiego Okręgu w Baranowiczach. Proces katów z Obozu Śmierci w Kołdyczewie - dnia 14.03.1962 skazał na kary śmierci strażników: Mikołaj Kalko, Michał Kuchta, Andrzej Karolewicz, Leonid Sinkiewicz. Wyrok został wynonany. Natomiast NKWD wśród jeńców niemieckich w obozie w Kursku znalazło Fritza Jorn niemieckiego komendanta obozu w Kołdyczewie, który został osądzony, skazany na karę śmierci i powieszony. Sąd Wojewódzki we Wrocławiu skazał dnia 2.11.1957r.
na karę śmierci komendanta obozu Sergiusz Bobko który zmienił nazwisko na Stefan Bukowski, Aleksander Weronik i Aleksander Leusz który ukrywał sie pod nazwiskiem Józef Suchocki na kary śmierci. W styczniu 1958 r. Rada Państwa PRL zmieniła wyrok na 25 lat więzienia. Następnie amnestia obniżyła wyrok do 10 lat więzienia dla Aleksandra Leusza i Aleksandra Weronika. Aleksander Leusz wyszedł na wolność w 1965r.
Aleksander Weronik zmarł w więzieniu. Sergiusz Bobko wyszedł na wolność po odbyciu 2/3 kary w 1972r. Czarny Dowódca Straży z Kołdyczewa Sergis Hutyrczyk wyemigrował do USA i zmarł 03.02.1993r. w wieku 68 lat.
Szanowa Pani Magdaleno. Jetem z rodziny Kuźmiczów.Do 1939 r. mieszaliśmy we wsi Kuśniszcze,powiat Luboml na Wołyniu.Rodzin Kuźmiczów koło Wilna (Wilejka), w okolicach Nowogródka i na dawnych terenach Polski, jest bardzo dużo,Są nawet wsie o nazwie Kuxmicze. W 1980 roku w Warszawie był Zjazd Rodzinny Kuźmiczów (wszyscy z terenów wschodnich) .Był powołany Zarząd i było razem trzy takie Zjazdy Rodzin Kuźmiczów, Jeden w Lublinie,a dwa w Warszawie.Teraz juz niema zjazdow. Kuzmiczów w Polsce jest około 1,500 rodzin. Serdecznie Panią pozdrawim i zapraszam do obejrzenia strony: www.kuzmicz.pl , to jest moja strona.
I'm serching somebody who remember Tasminski's family...
My grandmother was the only survived the slaughter of her family's NKVD in 1950 under the Baranovichi, where they lived. Helped her to survive and hide Kołosowski priest.
I am also looking for family Mojsiewicz

(specifically from the place Przewłoka / Pierewołoki)
I also have some information on Mojsiewicz's that I don't know if I am related to..


do you know any of the names of the Mojsiewicz family?


best wishes

Kristin Mojsiewicz адказаць
Moj ojciec - Adam Twaróg, inżynier radiostacji Baranowicze został osadzony w obozie w Kołdyczewie i tam rozstrzelany świtem w ostatnich dniach jego istnienia w 1944roku. Ojciec przetrwał stosunkowo długo, gdyż był potrzebny jako fachowiec-elektryk. Pamiętam (byłem kilkuletnim dzieckiem) zimową podróż z matką saniami do obozu, po drodze jakiś postój przy studni i wiele sań. Potem kolczste ogrodzenie na drewnianych słupach i takież wrota ze szlabanem. Ojca (33 lata), słaniającego się po tyfusie i z laską w ręku wyprowadził jego kolega z baraku na drogę naprzeciw bramy, jakieś 30 m od niej, i tak chwilę stali. I tak mi został w pamięci, jako zamazana, przygięta sylwetka z laską. Kolejny wyjazd "saniostopem", znowu z jakimiś białoruskimi sąsiadami zakończył się niepowodzeniem. Matka chciała podać kawałek słoniny ojcu przez sąsiadkę, a dalej białoruskiego strażnika. Matkę aresztowano i tylko dzięki wstawieniu sie jakiegoś strażnika, który stwierdził, że przed wojną pomagała Białorusinom i ich dzieciom) jednak zwolniono ją. To znam tylko z opowiadania, natomiast osobiscie zapamiętałem, że w tym czasie, gdy matka poszła pod bramę, ja zwiedzałem niemiecki gołębnik pocztowy (buda na kołach), gdzie mnie zaprowadziła owa białoruska sąsiadka pod opiekę niemieckiego zołnierza. Ona też odwiozła mnie do domu, gdzie opiekowała się mną niania - młoda dziewczyna Dunia. O śmierci ojca dowiedzielismy się długo po wojnie, dzięki staraniom jego brata, który otrzymał list od współwiężnia, który uciekł z innymi podkopem w przededniu likwidacji obozu. Po wkroczeniu Rosjan rozegrały się dramatyczne sceny: ludzie rozgrzebywali mogiły i rzucali się z płaczem na ciała.Ojca rozpoznano i pogrzebano nieco na uboczu pod brzozą. Pamiętam jak w Krakowie nagle matka schowała się ze mną w bramie, gdyż po przeciwnej stronie ulicy w mundurze milicyjnym paradował jakiś oprawca z Kołdyczewa.

Andrzej Grabowski
butgoluchow@wp.pl
ul. Kwiatowa 64
63-322 Gołuchów
Ważniejsze śledztwa w sprawie zbrodni nazistowskich prowadzone obecnie przez oddziałowe prokuratury IPN w Łodzi.

Śledztwo w sprawie zbrodni popełnionych w latach 1942-1944 przez funkcjonariuszy policji niemieckiej i białoruskiej – członków załogi obozu zagłady w Kołdyczewie koło Baranowicz (obecnie Białoruś zachodnia) na więźniach tego obozu. Załogę obozu stanowili funkcjonariusze 4 Kompanii 13 Specjalnego Batalionu SS. Niemcy osadzali w tym obozie osoby cywilne (niekiedy całe rodziny z dziećmi), żołnierzy polskiego podziemia, partyzantów radzieckich i osoby duchowne. Co pewien czas samochodami ciężarowymi wywozili grupy więźniów do pobliskiego lasu, gdzie ich rozstrzeliwali, gazowali, bądź zabijali pałkami. Do zabijania ofiar używano m. in. samochodów – komór gazowych podobnych do tych, które wykorzystywano później w ośrodku natychmiastowej zagłady w Chełmnie nad Nerem. W dniach 27-28.06.1944 r. obóz naziści zlikwidowali. Przebywających tam więźniów (od kilkuset do tysiąca osób) wywieźli do lasu i rozstrzelali, zabudowania obozu spalili, a cały teren zrównali z ziemią. Łącznie w obozie SS-mani zabili ok. 22 tysięcy więźniów. Dokumentacja obozowa uległa zniszczeniu. Celem śledztwa jest zgromadzenie, z wszystkich możliwych źródeł, wiedzy o funkcjonowaniu obozu i popełnionych w nim zbrodniach. W toku postępowania przesłuchiwani są świadkowie, których bliscy zginęli w Kołdyczewie oraz nieliczni, którzy przeżyli pobyt w obozie. Dokonywane są oględziny wielotomowych akt spraw karnych przeciwko strażnikom obozu, skazanym za popełnione zbrodnie w powojennych procesach. Na podstawie tych akt oraz innych dokumentów archiwalnych, ustalane są nazwiska funkcjonariuszy, którzy nie ponieśli odpowiedzialności za popełnione zbrodnie .
16.12.2008 r
Wg relacji mojej cioci Zofii (siostra mojego Ojca) w Kołdyczewie został zamordowany ( w 1944), jej starszy brat - Jan Ciechanowicz syn Aleksandra ur w 1911 roku. Ciocia mieszka w Baranowiczach (Białoruś), napisała, że z tego co pamieta Jan współpracował z partyzantami i nie wiem czy pracował w Radiostacji, czy niemcy złapali Go z radiostacją w kazdym bądź razie zginął w obozie. Miał zonę Jadwigę i synka Bogdana, który zmarł na zapalenie płuc.

Mirek Ciechanowicz.
Stefania z d. Ciechanowicz (ok.1872-1944) wraz z mężem, podchorąży oddziału partyzanckiego AK Lucjanem Kuczyńskim, w 1944 r. za przynależność do nowogródzkiego Okręgu AK została aresztowana razem z dziećmi: Lukrecją, Janiną, Anną, 12-letnim Stanisławem oraz z synem Wacławem z jego żoną Aliną - w lipcu 1944 zostali rozstrzelani w obozie niemieckim w Kołdyczewie, pow. Horodyszcze, woj. nowogródzkie.
Krystyna Ciechanowicz dziecko (1 rok) zginęła bestialsko zamordowana - rozerwana przez esesmana i rzucona do zbiorowej mogiły w łagrze w Kołdyczewie, pow. Horodyszcze w 1944r.
Z prośbą o uzupełnienie listy pomordowanych w Obozie Koncentracyjnym w Kołdyczewie, przekazuję poniższą informację:
Adamowicz Czesław,ur.08.04.1920 w Mińsku, syn Witolda (prawnika) i Marii z Hryniewiczów; uczeń Gimnazjum i Liceum im.Rejtana w Baranowiczach; w konspiracji od przełomu 1941/42; komenda AK w Baranowiczach,wchodził w skład oddziału Kedywu(udział w grupach sapersko-minerskich na szlakach komunikacyjnych i w węźle kolejowym w mieście oraz w grupach egzekucyjnych);aresztowany w kwietniu 1944 i osadzony w lochach obozu koncentracyjnego w Kołdyczewie;wielokrotnie przesłuchiwany i torturowany; rozstrzelany 27/28.06.1944.Na podstawie relacji Komendanta Obwodu "Puszcza", Witolda Lenczewskiego, oraz W.Krajewski:"AK na Ziemi Nowogródzkiej",Warszawa 1997.
Powyższe informacje cytowane za Jerzym Olejniczakowskim.

arbomano@wp.pl
Tragedia mieszkańców wsi Pierewołoka
Autor: Józef Lichuta
19.04.2007.
Sięgając pamięcią do lat dzieciństwa, zawsze przypomina mi się los mieszkańców wioseczki Pierewołoka, którą przed wojną nazywano Przewłoką. Położona jest w rejonie baranowickim obwodu brzeskiego.

Latem my, dzieci z pobliskich osiedli, chodziłyśmy tam, by wykąpać się, ponieważ przy samej wsi była bardzo ładna rzeczułka. Sama natura stworzyła tu rajskie miejsce do kąpieli. Szliśmy wesołą gromadką przez obfitujące w kwiaty łąki, obok lasu, gdzie między drzewami ukrywała się wioseczka. Mieliśmy ogromne zadowolenie ze swojego „kąpieliska” szczególnie w upalne letnie dni, gdy zanurzaliśmy się w kryształowo-czystą i orzeźwiającą wodę. Tu uczyliśmy się pływać i nurkować.
... O wydarzeniach jednego z wiosennych poranków 1944r. opowiedział mi świadek naoczny tamtych wydarzeń, mój kolega Stanisław Jermołowicz: „Wczesnym wiosennym rankiem wieś okrążyły oddziały niemieckie. Ludzi podnosili z pościeli, dorosłym i dzieciom rozkazywano natychmiast zbierać się bez rzeczy i żywności w domu Antoniego Furowicza. Gdy tam przyszliśmy, okrążyły nas “bataliony”. Staliśmy na ulicy. Było bardzo zimno, ponieważ nas podnieśli prosto z pościeli i nie mogliśmy się ubrać. Dorośli zaczęli prosić konwojentów, aby wypuścili dzieci po ubrania. Zgodzili się na to, ale rozkazali nam biegiem lecieć do domu, ubrać się i biegiem z powrotem. Pobiegła z nami nasza sąsiadka Emilia Jermołowicz, która była starsza od nas. Gdy wróciliśmy, jeden z konwojerów zaczął krzyczeć: “Kto chodził po ubrania - do mnie!“ Podeszliśmy do niego. Wśród nas była i Emilia. Przy niej od razu postawili konwojenta. Później rozkazano iść do domu Żosowskich. Tam Emilię zmuszono do nazywania i wskazywano członków swojej rodziny. Nazwała ojca Mieczysława, matkę Marię, sióstr Gertrudę i Leonardę oraz brata Antoniego, który niedawno został przymusowo zmobilizowany do “batalionu”, zakwaterowanego we wsi Wolno, ale po tygodniu uciekł stamtąd. Antoni wyszedł z tłumu i na oczach wszystkich zabili go bijąc kolbami karabinów, a całą rodzinę Jermołowiczów rozstrzelali za szopą. Na naszych oczach ich ciała wciągnęli do szopy.

Nas zaczęto dzielić na grupy i sprawdzać paszporty. Wszystkich, kto trafił na prawą stronę, powieziono do obozu koncentracyjnego w Kołdyczewie. Trafiliśmy do grupy z lewej strony i później wypuszczono nas do domu. Mojemu ojcu i innym mężczyznom rozkazano zaprzęgać konie i jechać do podwórka Żosowskich. Tam ładowano całą majętność rodziny Żosowskich na furmanki, później ich dom i wszystkie budynki spalono. Po odjeździe oddziału karnego mieszkańcy odnaleźli zwłoki rodziny Jermołowiczów, złożyli ich do szafy i pogrzebali na miejscowym cmentarzu.

Żaden z Polaków, którzy zostali skierowani do obozu koncentracyjnego, już nie przeżył. Tam wszyscy po okropnych mękach głodu, ciężkiej pracy polegającej na wydobyciu torfu stojąc w lodowatej wodzie, satanistycznych torturach w dniach 25-30 czerwca 1944r. zostali rozstrzelani. W kołdyczewskim piekle oberwało się życie Łucji i Antoniego Furowiczów, ich córki R eginy; Feliksa Kuczyńskiego, jego zięcia Wiesława, córki Aliny i jednomiesięcznej ich córeczki, narodzonej w obozie koncentracyjnym; rodziny Lucjana Kuczyńskiego i ich córek Janiny (19 lat), Danuty (16 lat), synów Stanisława (14 lat) i Mieczysława (32 lata); rodziny Zofii i Edmunda Miesienków, rodziny Alfonsa i Marii Miesienków i ich pięcioletniego synka Bogdana; Janiny Żosowskiej i jej jednoletniej córki Jadwigi oraz innych…”

Od siebie chcę dodać, że komisja nadzwyczajna, badająca zbrodnie faszystowskie w listopadzie 1944r., przy odkryciu mogiły w uroczysku Pogorzelec odnalazła zwłoki 960 Polaków. Ręce wszystkich mężczyzn były związane drutem kolczastym. Kobiety były rozebrane do naga, mężczyźni byli w samej bieliźnie. Na ciałach były ślady nieludzkich tortur. Niektórzy byli bez głów, ponieważ ich zabijano specjalną “buławą”. Spośród nich odnaleziono wielu mieszkańców cichej i cudnej wioseczki Pierewołoka (Przewłoka), którzy powtórnie pogrzebani zostali na miejscowym cmentarzu. W książce “Pamięć. Baranowicze, rejon baranowicki” autorzy zapomnieli włączyć na listę ofiar wszystkich mieszkańców wsi Pierewołoka, którzy zginęli śmiercią męczeńską w obozie koncentracyjnym w Kołdyczewie. Ten błąd powinien zostać naprawiony.

http://www.polacy.by/content/view/65/34/
WYKAZ PARAFIAN KOSCIOŁA W HORODYSZCZU
ZAMORDOWANYCH W KOŁDYCZEWSKIM OBOZIE.



1. Bieniasz Czesław s. Aleksandra lat 14,
2. Bieniasz Aleksander s. Aleksandra lat 44,
3.Bieniasz, Anna c. Jana,
4.Bieniasz Stanisława Cichanowicz lat 21,
5. Byliński Władysław s. Aleksandra lat 40,
6.Chanecki Stanisław,
7. Chanecka xx ( siostra Stanisława),
8.Chanecki xx (syn)
9.Chwalko Edward lat 45
10.Chwalko Alina c. Edwarda lat 19,
11.Chwalko
12.Cichanowicz Jan lat 29,
13.Cichanowicz Janina lat 24,
14.Cichanowicz Krystyna c. Jana, 1 rok,
15.Dubrawska Maria c. Edwarda lat 26,
16.Dubrawski Michał s. Feliksa lat 26,
17.Furowicz Antoni s. Józefa lat 22,
18.Furowicz Łucja lat 22,
19.Furowicz Regina c. Antoniego lat 4,
20.Fursa Jan s. Antoniego lat 58,
21.Fursa Leonarda c. Jana lat 16,
22.Fursa Bronisław s. Antoniego lat 49,
23.Gruszyn xx (mąż)
24.Gruszyn xx (żona)
25.Gruszyn (dziecko
26.Gryszczuk Witold lat 29,
27.Jezierski Jan, ksiądz,
28.Jurewicz Stanisław,
29.Jurewicz Janina,
30.Jurewicz xx (syn) lat 7,
31.Jurewicz xx (syn) lat 10,
32.Jermołowicz Mieczysław s. Antoniego lat 64,
33.Jermołowicz Maria lat 56,
34.Jermołowicz Gertruda c. Mieczysława lat 34,
35.Jermołowicz Emilia c. Mieczysława lat 22,
36.Jermołowicz Leonarda c. Mieczysława lat 24,
37.Jermołowicz Antoni s. Mieczysława lat 20,
38.Karnacewicz Konstanty s. Konstantego lat 24,
39.Kosjan Bronisław (ojciec)
40.Kosjan xx (syn)
41.Kuczyński Józef lat 31,
42.Kuczyński Stefan s. Józefa lat 56,
43.Kuczyński Feliks s. Antoniego,
44.Kuczyński Wacław (jego zięć) lat 22,
45.Kuczyńska xx c. Wacława ur w Kołdyczewie 1 m-c,
46.Kuczyński Lucjan s. Witolda lat 60,
47.Kuczyńska xx (jego żona),
48.Kuczyńska Janina c. Lucjana lat 10,
49.Linowa Bronisława (matka) lat 43,
50.Linow Kazimierz s. Aleksandra (syn) lat 19,
51.Lichuta Czesław s. Władysława lat 22,
52.Lichuta Jarosław s. Wincentego lat 26,
53. Lichuta Maria (matka) lat 46,
54.Lichuta Mieczysław s. Adama lat 39,
55.Lichuta Ryszard s. Mieczysław lat 10,
56.Lichuta Stanisław s. Józefa lat 37,
57.Lichuta Witold s. Michała (syn) lat 23,
58.Lichuta Witold s. Władsysława lat 18,
59.Mostowski Jan,
60.Mostwowska Janina c. Jana,
61. Mostowski Witold s. Jana,
62. Mostowski Józef s. Jana,
63. Nowicka Helena c. Stanisława lat 16,
64.Nowicka Bronisława lat 44,
65.Nowicki Czesław syn Stanisława lat 24.
66.Nowicki Henryk s. Stanisława lat 17,
67.Nowicki Stanisław lat 45,
68.Nowicki Tadeusz s. Stanisława lat 49,
69.Olifierko Józef lat 37,
70.Pieskowski xx,
71.Pieskowski xx,
72.Pieskowski(a) (dziecko) lat 5,
73.Pieskowski(a) (dziecko) lat 6,
74.Pietrarzycka Irena c. Jana lat 21,
75.Pietrarzycka Janina c. Jana lat 24,
76.Pietrarzyckai Stanisław s. Jana lat 18,
77.Pietrarzycki Stanisław s. Jana,
78.Rawińska Anna c. Stanisława lat 2,
79.Rawiński Antoni s. Jana lat 59,
80.Rawiński Antoni s. Stanisława lat 2,
81.Rawińska Albina lat 51,
82.Rawińska Bronisława c Antoniego lat 19
83.Rawiński Józef s. Antoniego lat 20,
84.Rawińska Maria (żona ich syna Stanisława) lat 27,
85.Rawiński Wiesław s. Stanisława lat 3,
86. x xx (mąż Bronisławy)
87. x xx (dziecko Bronisławy urodzone w Kołdyczewie 2 m-ce,
88.Rawiński Zygmunt s. Antoniego lat 18,
89.Rawiński Kazimierz s. Antoniego lat 16,
90.Rawińska Wacława c. Antoniego lat 23,
91.Rawińska Helena c. Antoniego lat 22,
92. x xx (syn Heleny) 1 rok,
93.Sawicki Jan s. Michała lat 24,
94.Sawicka Maria c. Jana lat 26,
95.Świetlik Józef s. Ludwika lat 49,
96.Świetlik Maria lat 43,
97.Zeleniecki Wacław,
98.Syryca Antoni lat 38,

Zbiwol@o2.pl
Cześć ich pamięci...

Otwarcie memoriału ofiarom faszyzmu w Kołdyczewie
Stało się. Memoriał w Kołdyczewie założono oraz otwarto monument upamiętniający, że w tym miejscu w latach II wojny światowej istniał obóz śmierci, gdzie zginęło ponad 23 tys. ludzi różnych narodowości, w pobliskim lesie znajduje się około 30 grobów zbiorowych...
Ponad trzysta osób zebrało się 3 lipca na żałobnym wiecu, aby uczcić pamięć ofiar faszyzmu: goście z Polski - rodziny i krewni ofiar oraz Stowarzyszenie Nieświeżan z Warszawy, weterani II wojny światowej, przedstawiciele władz rejonu baranowickiego oraz mniejszości narodowych w kraju.
Miejsce było znane wcześniej tylko poszczególnym osobom, z trudem odszukiwane w lesie koło Kołdyczewa. Teraz to okazały pomnik, który zauważy każdy przejeżdżający trasą Nowogródek-Horodyszcze-Baranowicze.
- To historyczny moment upamiętnienia pomordowanych, na który czekaliśmy dziesięciolecia - zaznaczał Józef Lichuto, główny inicjator powstania memoriału, którego siedmiu krewnych zginęło w tym obozie. - Jako byłemu mieszkańcowi Horodyszcza mnie jest dobrze znana tragedia naszych ziomków oraz obywateli innych państw, przywiezionych tu, którzy w latach 1941-1944 bestialsko byli mordowani przez niemiecką SD - Sicherheitsdienst i miejscowych policjantów. Tu w uroczyskach Pogorzelec, Lachowka, Brzozówka, Kołdyczewo - barbarzyńcy zgładzili dwa tabory Cyganów, tysiące Żydów, Polaków, Białorusinów i Rosjan. Tu otruto gazem około 100 księży katolickich, w krematorium spalono 700 mieszkańców rejonu stołpeckiego. Faszyści urządzili tu prawdziwe piekło na ziemi - ludobójstwo naszego narodu.

Mikołaj Jazubiec, przewodniczący Baranowickiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego, podczas uroczystości zaznaczył, że poprzez otwiarcie memoriału zostały upamiętnione tysiące ofiar zakatowane w tym łagrze, gdzie ludzi torturowano, aby złamać ich wolę i opór wobec okupantów: „Cena zwycięstwa była bardzo wysoka, dlatego nie możemy dopuścić, aby to się powtórzyło i zapomniano o naszych zaginionych ziomkach”.

Przemawiając w imieniu stowarzyszenia Żydów, Olga Kudrawiec dziękowała wszystkim, którzy przyczynili się do powstania pomnika: „Wielu naszych krewnych przeżyło te straszne czasy. Dzisiejsze wydarzenie to wielki dar pamięci naszych przodków. Tylko gdy człowiek pamięta o swojej przeszłości, o historii swojego narodu - wtedy człowiek istnieje, naród nie zaginie”.

Mieczysław Łysy, prezes Mińskiego Obwodowego Oddziału ZPB, zaznaczył:
- To miejsce zawsze będzie miejscem smutku, żałoby o ofiarach. Tak czy inaczej tragedia wojny dotknęła każdego z nas. Moja babcia opowiadała, jak ich - całą wieś spod Nalibok - popędzili obozem do Baranowicz. Ale przetrwali, nie trafili do tego obozu. Możliwie, dzięki temu tu stoję... Dzisiaj wszyscy spoczywający w tych grobach są równi- Polacy, Żydzi, Cyganie, Białorusini czy przedstawiciele innych narodowości. Nie mają czego dzielić, nie mają o czym sprzeczać się. To jest znamienne, że nowe pokolenia nie zapominają o tej tragedii.

W imieniu mińskich projektantów pomnika, którzy zaangażowali się w tak zacne dzieło i nieodpłatnie wykonali wszystkie prace, przemówił Jarosław Liniewicz, zas 22;użony architekt Białorusi:
- Cieszę się, że przyczyniliśmy się do powstania tego pomnika. Architekci Mińska ze wzruszeniem przyjęli zadanie realizacji tej idei. Monument jest skromny, ale odzwierciedla główną ideę pamięci o tej tragedii sprzed lat.

Jak zaznaczył architekt Włodzimierz Matelski, motorem całej sprawy upamiętnienia pomordowanych w obozie kołdyczewskim jest Józef Lichuto. Cała historia rozpoczęła się w sierpniu 1975 roku. Pan Józef odwiedzał komitety wykonawcze w Baranowiczach, Brześciu, kierował listy do Breżniewa, Andropowa, Szuszkiewicza i in. Nie zostało to jednak usłyszane. Dopiero w 2005r. po liście do prezydenta Aleksandra Łukaszenki podpisanym przez przedstawicieli mniejszości narodowych, specjalnym rozporządzeniem nr 364 z 21 grudnia 2005r. obóz kołdyczewski otrzymał status memoriału, przeznaczono pieniądze na postawienie pomnika oraz oznakowanie tego miejsca.

Memoriał powstał dzięki staraniom wielu ludzi. Baranowicki komitet wykonawczy powierzył Związkowi Polaków wykonanie projektu. Zwrócono się do architektów w Mińsku i aktywnie włączyli się do pracy: architekt Włodzimierz Matelski, konstruktor Stanisław Szaciło, główny inżynier Walentyna Ułanowa, realizując ideę Józefa Lichuty. Do bezpośredniej realizacji przyczynił się baranowicki Zakład Wyrobów Betonowych, dyrektor Władimir Pisarenko, i wiele innych osób i przedsiębiorstw, którym dziękowano podczas uroczystości.

Po oficjalnym odsłonięciu duchowni - o. Fiodor i ks. Janusz Gzik z Puław — odczytali modlitwę i poświęcili monument. Obecni złożyli wianki i kwiaty, a potem odwiedzili groby zbiorowe w pobliskim lesie. Były to najbardziej wzruszające chwile tego dnia: wśród obecnych było wiele osób, które są świadkami tej tragedii i cudem przeżyły. Ich wspomnienia wywołały wielkie wzruszenie i łzy. Nie ma znaczenia, czy to symbolicznie oznakowano jako mogiłę Cyganów, Żydów, Polaków, Białorusinów — katolików czy prawosławnych — historia jest wspólna.

- Tu małych dzieci żywcem rzucano do dołów — opowiadał Michał Gierszyk. — Rozmawiałem z Siemionem Radkowym, który uciekł z tego obozu. Tu był koszmar! Może o tym opowiedzieć i obecny wśród nas ówczesny dwunastolatek Władimir Golbierg. Tu kiedyś odchodzili do innego światu, tu kiedyś mordowano naszych przodków... Tu nagrobków i mogił żadnych nie ma...

- Mnie czteroletnią, dwuletniego brata, ojca i matkę - całą ośmioosobową rodzinę - przywieziono do obozu w Kołdyczewie - wspomina ze łzami w oczach Janina Dziemianiec z Baranowicz. - Ojciec miał kontakty z partyzantami. Ludzi w tym łagrze męczono, torturowano. Faszyści i policjanci wymyślali dzikie tortury. Moją matkę zalewano w piwnicy po gardło wodą i spuszczano wodę. Kobiety na głos modliły się i prosiły o pomoc. Ojca męczyli elektroszokiem i wbijali igły pod paznokcie. Było tu elektryczne krzesło, były kije, którymi bito po głowie... Strasznie męczono kobiety. Jedną torturowano pałami tak, że jej krzyku nie można było znieść, nawet wierny pies rzucił się na policjanta, który to robił. Pewna kobieta urodziła tu dziecko - zbito ją, a dziecko wzięto na bagnet i pokazywano wszystkim... Matka była z synem. Syn próbował uciec - powieszono go. A matkę bito, upadła przed szubienicą, a oni zmusili ją, by gryzła ziemię. Straciła rozum. Mieszkańcy okolic przynosili i po kryjomu rzucali nam chleb. Słysząc to wszystko, też płakali razem z nami. To bestialstwo czynili policjanci za zgodą faszystów... Każdej nocy śni mi się matka, która miała 22 lata. Znaleziono ją potem w zbiorowym grobie po długich pięknych włosach, ponieważ tam były nagie kobiety. A ona tak chciała żyć... Małoletni więźniowie - przychodzimy do szkół i opowiadamy, aby pamiętaliście i to się nie powtórzyło. Aby nie było wojen, a ludzie miłowali się wzajemnie.

Rodzina Edwarda Dubrawskiego z Trzcinka k. Piły, który stracił rodziców w tym obozie, po raz kolejny na Białorusi: „Podawaliśmy ogłoszenie w Polsce o tym odsłonięciu pomnika i zgłosiło się 12 osób. Ponieważ było trochę za późno, to deklarują, że przyjadą w przyszłym roku. Za każdym razem mówię, że przyjeżdżam tu po raz ostatni - bo to bardzo przeżywam - ale... Jestem wdzięczny, że córka i moje dwie wnuczki są tu. Wiem, że w tym zbiorowym grobie spoczywają moi matka i ojciec... Będę szczęśliwy, jeżeli po 10-15 latach tu przyjadą moje wnuczki ze swoimi rodzinami”.

Odwiedzono w tym dniu cmentarz w Horodyszczu, gdzie pochowano 100 osób, mieszkańców tego miasteczka, po pierwszej ekshumacji z mogił zbiorowych 1944r. i postawiono znak pamiątkowy. Niedawno na tym starym cmentarzu pasły się krowy, a dzisiaj jest ogrodzony i potrzebuje dalszych prac uporządkowania pozostałych grobów.

Dzisiaj groby ofiar obozu kołdyczewskiego są pod opieką ludzi dobrej woli. Mieszkańcy Horodyszcza - Bolesław i Tatiana Żdanowiczowie z synem Denisem oraz Adam i Żanna Sokołowscy - uporządkowali w uroczysku Lachówka mogiły księży katolickich, których otruto gazem w samochodach- “duszegubkach”. Także uporządkowali mogiły zbiorowe 960 Polaków i Cyganów w uroczysku Pogorzelec, 20 mogił na cmentarzu w Horodyszczu.

Na mogiłach ofiar obozu kołdyczewskiego przedstawiciele Związku Polaków na Białorusi, mieszkańcy Iszkołdzi, Horodyszcza, Baranowicz, Mińska i innych miejscowości złożyli wianki oraz zapalili znicze... Gorące płomyki serc potomnych pozostały w szumiącym lesie kołdyczewskim...

Tatiana ZALESKA,
fot. autora
http://www.polacy.by/content/view/68/34/
Obóz Koncentracyjny w Kołdyczewie to bardzo bolesne wspomnienia dla naszej rodziny. W obozie została zamordowana siostra mojego teścia Emilia Zacharczuk z domu Rotkiewicz, córka Rotkiewicz Aleksandra i Heleny( część rodziny nazwisko pisze Ratkiewicz).

Teściowa opowiadała( Jej informacje wyłącznie pochodzą z opowiadań Jej męża, Jej teściowej i rodziny), że Emilia Zacharczuk z domu Rotkiewicz zginęła w obozie w Kołdyczewie przy jego likwidacji w lipcu 1944r. Emilia pomagała więźniom - została złapana i osadzona. Gdy ją ujęto miała ze sobą 2-3 letniego syna Jerzego. Jej późniejsi kaci po długich prośbach pozwolili zostawić syna. Po likwidacji obozu Jej mama wiele dni przeszukiwała doły z pomordowanymi – na próżno. Zmarła nie wiedząc jaki okrutny los spotkał Jej córkę.

W 1964r teściów odwiedziła rodzina mieszkająca w Baranowiczach. Opowiadali o toczącym się procesie katów z obozu w Kołdyczewie. Cały proces był nadawany przez radio i megafony. Podczas przesłuchania jeden z obozowych katów opowiadał o Emilii. Szeroko rozwodził się jak Ją torturowano, pozbawiono godności i zabito.

Po powrocie do domu rodzina przysłała teściom fotografię pomnika postawionego ku czci pomordowanych. Na odwrocie zdjęcia widnieje zapis „To fotografia brackiej mogiły w której leży 22 tysiące ludności” i data 28.11.1964r.

Chciałabym prosić gdyby ktoś natrafił na jakiekolwiek wzmianki o Emilii Zacharczuk z domu Rotkiewicz o ich przesłanie. Może ktoś z członków Stowarzyszenia Rodzin Kołdyczewskich w Polsce pamięta Emilię.

Serdecznie pozdrawiam Magdalena Rotkiewicz
Szukam Rotkiewicz, Ratkiewicz, Łukaszewicz, Kuźmicz,
Zobacz wszystkie ogłoszenia magrot
Szukam Rotkiewicz Aleksander i Helena z domu Ratkiewicz(1886/1975).
Ojcem Aleksandra był Adolf Rotkiewicz. Dzieci Adolfa to Adam, Antoni, Adolf, Filomena i Aleksander.
Rodzice Heleny Rotkiewicz z domu Ratkiewicz to Bronisław Ratkiewicz(1858/1935) i Stefania Ratkiewicz z domu Kolendo(Kolenda) 1860/1941.
W rodzinie występują nazwiska Kuźmicz, Łukaszewicz, Pietraszko, Kamiński, Mojsiewicz, Cichoński, Hryniewiecki, Kudzin.
Przed wojną rodzina mieszkała w miejscowości Kołdyczewo powiat Baranowicze, województwo Nowogródek.
Proszę o każdą informację, nawet najbardziej błahą - dla mnie jest ona ważna. Pozdrawiam Magdalena Rotkiewicz
Pamięć o Kołdyczewie trwa...
Echo wojny
Obóz w Kołdyczewie koło Baranowicz, który istniał w czasach II wojny światowej, ma swoją straszną historię. Obecnie władze miejscowe wraz ze zjednoczeniami Żydów, Polaków oraz Cyganów uporządkowały miejsca pamięci - terytorium obozu, mogiły w uroczyskach i na cmentarzu w Horodyszczu. Postawiono przy trasie Baranowicze-Nowogródek potężny pomnik. W 2005r. na mocy decyzji prezydenta Aleksandra Łukaszenki miejsce to nabyło status memoriału i przeznaczone zostały pieniądze na jego budowę.
Baranowicki Rejonowy Komitet Wykonawczy po złożeniu stosownego podania przez organizacje mniejszościowe wydał w 2006r. Związkowi Polaków na Białorusi pozwolenie na zaprojektowanie pomnika.
Wszystkie prace projektowe specjaliści wykonali nieodpłatnie: Józef Lichuto - pomysłodawca projektu, którego siedmiu krewnych zamordowano w tym obozie, Wacław Matelski - architekt, Stanisław Szaciło - inżynier-konstruktor, Mikołaj Jazubiec - przewodniczący Baranowickiego Rejonowego Komitetu Wykonawczego, konsultant, Aleksander Pawłow - kierownik działu zakładu budowniczo-montażowego „KMK-2”, Włodzimierz Pisarenko - kierownik Baranowickiego Zakładu Wyrobów Żelbetonowych.
Memoriał uroczyście otworzono 3 lipca ubiegłego roku. W tej uroczystości brali udział przedstawiciele mniejszości narodowych, władz, potomkowie ofiar obozu z Białorusi, Polski i Izraela.
Pod koniec ubiegłego roku w Polsce założone zostało Stowarzyszenie Rodzin Kołdyczewskich. W lutym br. w imieniu Stowarzyszenia i jej przewodniczącego Edwarda Dubrawskiego aktywnym uczestnikom realizacji projektu powstania memoriału przekazano podziękowania za pracę i postawę społeczną.
Inf.wł.


Obóz kołdyczewski
Faszyści, by zrealizować swe plany ludobójstwa wiosną 1942 roku w okolicach wsi Kołdyczewo niedaleko szosy Baranowicze-Nowogródek założyli obóz.
Teren obozu ogrodzono kilkoma rzędami drutu kolczastego, zbudowano schrony bojowe, ustawiono reflektory, w ziemię wkopano czołgi. Do ochrony wykorzystywano wytresowanych psów. Dla więźniów zbudowano i przysposobiono zimne domki, specjalnie zbudowano piętrową administrację. W piętrowym drewnianym domu mieszkali komendant i ochrona, tu mieściła się również cela tortur. Komendantem obozu od jego powstania do połowy 1943r. był Siergiej Bobko. Ochronę obozu oraz funkcje karne podczas całego jego istnienia prowadziły jednostki białoruskie. Od drugiej połowy 1943r. komendantem został Niemiec F. Ijern.
W obozie panował reżim głodowy przy niezmiernie ciężkiej pracy, co wywoływało epidemie chorób zakaźnych. Pomocy medycznej nie tylko nie świadczono, lecz stwarzano warunki do większego rozpowszechnienia chorób i zwiększania śmiertelności. Więźniom zakazano kontaktów ze światem zewnętrznym.
Więźniowie pracowali po 10-12 godzin dziennie w bardzo trudnych warunkach: przy wydobyciu torfu w lodowatej wodzie (norma 1550 płyt dla mężczyzn i 1150 dla kobiet), a także przy produkcji cegieł, mydła, wyrobów stolarskich, garbarskich, butów, ubrań oraz beczek.
Spali więźniowie na 3-4 piętrowych pryczach bez pościeli na cienkiej warstwie słomy. Pomieszczenia w zimę nie ogrzewano. Karmiono ich trzy razy dziennie „bałandą” - zaparzoną w wodzie mąką żytnią. To, co nazywano „chlebem”, wydawano po 150 g na osobę, od 1944 r. po 140 g. Wszyscy nosili znaczki na ubraniu: czerwony krążek z czarną kropką - partyzant, żółta gwiazda Dawida - Żyd, litera „P” - Polak.
Więźniów torturowano. Przekłuwano im języki, wsadzano igły pod paznokcie, rozciągano mięśnie, podwieszano na hakach, łamano palce nóg i rąk, szczuto psami, bito pałami, wycinano im skórę i części ciała...
Jako pierwsi do obozu trafili więźniowie więzień z Baranowicz i Stołpców - aktywiści władzy sowieckiej oraz jeńcy.
Została tu zgładzona prawie cała ludność miejscowości Horodyszcze, Stołowicze, częściowo Baranowicz i innych. Zgodnie z aktem komisji nadzwyczajnej byłego rejonu horodyszczeńskiego pod przewodnictwem sekretarza komitetu rejonowego Leśniczego S. P. tylko z miasteczka Horodyszcze zamordowano tu ponad 2 tys. Żydów.
Od połowy 1942 roku planowo niszczono tu ludność polską. W pierwszej kolejności - księży (około 100) z różnych regionów Polski, a także inteligencję (około 5 tys.).
14 listopada 1942 roku w uroczysku Lachowka za pomocą gazu zamordowano księży: Kazimierza Dembowskiego z Darewa, Kazimierza Koreckiego z Połoneczki, Antoniego Mackiewicza z Mira, Stanisława Nowaka z Domraczewa, Antoniego Leusza ze Stołpców, Wacława Niesmaka z Nowego Świerżnia razem z 44-osobową grupą inteligencji polskiej rejonu stołpeckiego.
W uroczysku Pogorzelec (Łozy) rozstrzelano dwa tabory Cyganów.
W listopadzie 1942r. zbudowano dwa piece kremacyjne, w których spalono 600 zwłok więźniów z Baranowicz i Stołpców.
W czasie istnienia obozu zabito w nim, zgodnie z informacją komisji nadzwyczajnej, która prowadziła dochodzenie w sprawie zbrodni faszystowskiej, ponad 22 tys. osób, mieszkańców Białorusi, a także Polski i Czech.
Komisja ustaliła mogiły:
- na terenie obozu w formie litery T o wymiarach 35x5 m. Podczas ekshumacji znaleziono zwłoki mężczyzn, kobiet i dzieci. Ręce mężczyzn związane były drutem kolczastym. Kobiety były nagie. Badania medyczne ustaliły, że dorosłych zabito strzałem z broni, a dzieci wrzucano do dołów żywych. 27 czerwca 1944r. zamordowano tu tysiąc osób;
- w uroczysku Arabowszczyna, w odległości 1,5 km od obozu znaleziono osiem 45-metrowych mogił. Podczas ekshumacji i ekspertyzy medycznej ustalono, że pogrzebano tu 5140 osób, w tym całą ludność żydowską miasteczka Stołowicze;
- w uroczysku Pogorzelec (Łozy), w odległości 2 km od obozu znaleziono 15 mogił od 30 do 40 m długości i 4,6 m szerokości. Przy otwarciu jednej z mogił ustalono trzy 10-warstwowe rzędy zwłok, które leżały twarzą do dołu... Zabito 15 tys. osób... W jednej mogile znaleziono 960 zwłok, z ponad 200 których krewni poznali i pochowali na cmentarzach miejscowych.
Przygotował
Mieczysław Łysy
http://www.polacy.by/content/view/154/32/
MŚCICIEL

Przez lata miotały nim sprzeczne uczucia: od zemsty po chrześcijańskie przebaczenie. Jerzy Z,, porucznik AK, ps. "Narcyz", obecnie mieszkaniec podbydgoskiej wsi, postanowił, że odnajdzie wojennych zbrodniarzy, katów swej siostry. Poświęci! na to kilka lat, poniósł niemałe koszty.
Porucznik "Narcyz" w końcu 1942 r. otrzymał polecenie zorganizowania oddziału " 0. P. Hanka". Dowództwo In-spektoratu "Południe" w Baranowiczach,, gdzie łączniczką była jego siostra Janina Z. , ps. "Mery", postanowiło, że będzie w tym oddziale umieszczać m. in. ludzi spalonych.

OPRAWCY Z KOŁDYCZEWA
Sergiusz Bobko do policji białoruskiej wstąpił pod koniec 1943 r. w Baranowiczach. Służył w wydziale śledczym podporządkowanej niemieckiej służbie bezpieczeństwa Sicherheits Dienst (SD). Uczestniczył w organizowaniu obozu zagłady w majątku ziemskim Kołdyczewo, 16 km od Baranowicz. Wkrótce został komendantem straży obozowej w randze Untersturmfuhrera i podobnie jak jego koledzy - Aleksander Leusz i Aleksander Weronik - paradował w mundurze SD.
Załoga obozu stanowiła czwarta kompanię 13 batalionu białoruskiego; podporządkowanego SD. Sergiusz Bobko podlegał komendantowi obozu Jornowi.
W obozie zabijano Żydów, Polaków, Rosjan. W jednym z pierwszych transportów, przywieziono do Kołdyczewa grupę polskiej inteligencji ze Stołpców i okolic. Byli to ludzie dość dobrze ubrani, na ogół zamożni, swym wyglądem odbiegali od obozowej nędzy, Strażnicy bez kłopotu zrabowali im co cenniejsze przedmioty, po. czym pod nadzorem Sergiusza Bobki wyprawili w drogę samochodami, które uśmiercały ludzi spalinami. Kolumna odjechała w stronę pobliskich lasów.
"Ciężarną więźniarkę nauczycielkę Jadwigę Stańczyk, białoruscy oprawcy rozebrali do naga, połamali, drzwiami palce u rąk, zgwałcili, na odchodnym rozpruli bagnetem brzuch. Niektórzy strażnicy posługiwali się pałkami brzozowym z przymocowaną na końcu sprężyną lub kawałkiem żelaza (...) Skatowanego partyzanta przybili do dębu, Żydom nakazano rękami i ustami, zbierać ziemię zroszoną krwią, a zamordowanego nazywać Jezusem Chrystusem"... (Ze wspomnień, spisanych przez więźniów obozu w Kołdyczewie, w posiadaniu Jerzego Z.),
Sergiusz Bobko, Aleksander Weronik i Aleksander Leusz wraz z podległymi im strażnikami brali udział w zabijaniu Żydów, Polaków i Białorusinów również poza terenem obozu. Uczestniczyli m. in. w likwidacji getta w Nieświeżu, gdzie zamordowano 600 osób, a także getta w Baranowiczach, Horodyszczu i Stołówiczach: nagich ludzi wpędzano do zbiorowych mogił i rozstrzeliwano."
Ponura sława obozu w Kołdyczewie sprawiła, że wywiadowcy Armii Krajowej zajęli się rozpracowaniem szczególnie okrutnych i niebezpiecznych, kolaborantów, spośród załogi. Sąd wojskowy w Baranowiczach wydał wyroki *

NIKOGO NIE ZDRADZIŁA
"Mery" została aresztowana w połowie 1943 r. podczas dużej wsypy, Znalazła się w Kołdyczewie. Sowita łapówka umożliwiła krótkie widzenie córki z ojcem. Prosiła o ciepłą odzież. Wiedziała dużo. Nie zdradziła nikogo. Od tamtego spotkania nie dała znaku życia. Tragiczny los siostry, młodziutkiej łączniczki, gnębił przez lata por. "Narcyza".
- W 1985 r. bytem w Kołdyczewie, szukałem śladó ;w siostry. Miałem nadzieję odnaleźć zbiorową mogiłę, szukałem kogoś z załogi obozu. Bez powodzenia - wspomina. Przypadek sprawił, że po powrocie do kraju odnalazł w Zielonej Górze Adama Sz., który podczas wojny prowadził zlewnię mleka w Kołdyczewie, to był punkt zwrotny w prywatnym śledztwie.

36 LAT PO PROCESIE :
Adam Sz. miał wiadomości zgoła sensacyjne. W 1957 r. był świadkiem na procesie Bobki, Leusza i Weronika, który odbył się przed Sądem Wojewódzkim we Wrocławiu.
■ . Cała trójka po wojnie mieszkała w Polsce i ukrywała się pod zmienionymi
nazwiskami.
■Aleksander Weronik wywiózł poza teren obozu kobietę, prawdopodobnie kucharkę, zabrał jej złote obrączkę i pięciorublówkę, a następnie kobietę tę zastrzeli)..." (z uzasadniania wyroku 1 Sądu Wojewódzkiego we Wrocławiu, sygn. akt., IV K 307/57)
Z Zielonej Góry Jerzy Z. pojechał do Wrocławia. W sądzie nie chcieli z nim
rozmawiać. Sekretarka znalazła jednak sygnaturę akt sprzed 36 lat - Akta zosta-
ły przekazane w 1967 r. do Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich
w Warszawie. Jeszcze tego samego dnia postarał się o glejt: "Sąd Woiewódzki we Wrocławiu wyraża zgodę na zapoznanie się z aktami-sprawy IV K 307/57 w
archiwum Głównej Komisji..."

SKAZANI NA ŚMIERĆ
Tydzień,później był w Warszawie. . Dokumenty; choć nie kompletne, wiele wyjaśniały. Sergiusz Bobko (do 1939, r. zawodowy kapral Wojska Polskiego, pełnił służbę w ochronie Belwederu), Aleksander Leusz odpowiadający z wolnej stopy jako działacz powiatowego szczebla PZPR) i Aleksander Weronik uznani zostali za winnych popełnienia zbrodni wojennych i 2 .XI.11957 r. skazano ich na karę śmierci.
W styczniu 1958 r. Rada Państwa zamienią karę śmierci na dożywotnie więzienie
27 marca 1957r. karę złagodzono na 25 lat więzienia. Potem Leuszowi i Weronikowi amnestia obniżyła karę do 10 lat więzienia. Pierwszy wyszedł na wolność w 1965 r., drugi nie zdążył wyjść, bo zmarł w celi,
Sergiusz Bobko po odsiedzeniu 2/3 kary w 1972 r. wrócił do domu Jerzy Z. postanowił ich odnaleźć.
- Uchwyciłem jedyne nitki, jakie znalazłem w dokumentach. Były to ich adresy
z 1957 r. Sergiusza Bobki w Legnicy i Aleksandra Leusza w Mrągowie, przyjaciel
z Legnicy sprawdził adres Bobki w biurze meldunkowym, a w liście pisał: "Zastanawiam się, czy to dopuścić się samosądu, skoro istnieje możliwość oddania go w ręce żydowskie - oni na pewno zadziałają; skuteczniej. W Wiedniu istnieje żydowskie biuro ścigania zbrodniarzy wojennych.". (Chodziło o biuro Szymona Wiesenthala - przyp. J. S.) - wspomina porucznik "Narcyz".

NIEMCY MU KAZALI
Pojechał do Legnicy. Na ul. Wrocławskiej, u Segiusza Bobki, dziś emerytowanego szewca, nikt nie otworzył drzwi.
Jeździł tam jeszcze 6 razy. Mieszkał u znajomych, chodził o różnych porach. Nic. Wreszcie wpadł na pomysł. Zadzwonił do ZUS-u (Zakładu Ubezpieczeń Społecznych), przedstawił się aktualnym nazwiskiem Bobki i poprosił o przyspieszenie wypłaty.
- Niestety, to niemożliwe, pieniądze będą w ten dzień co zawsze - usłyszał.
- To znaczy?
- W najbliższy piątek,
Zapukał z samego rana. Drzwi otworzył Bobko Jerzy Z. poznał go, czas zrobił swoje. Powiedzia ł, że jest starym znajomym, że chce porozmawiać.
- Skąd?
- Z Baranowicz.
Tamten znieruchomiał.
-A jak nazwisko?
Podał zmyślone.
Rozmowa była bardzo trudna.. Jerzy.Z. pytał Bobkę, jak żyje, co porabia, narzekał na ciężkie czasy - żeby przełamać nieufność. Cały czas w napięciu. Oko w oko ze zbrodniarzem. Po godzinie zjawił się listonosz. Porucznik "Narcyz" rozejrzał się po pokoju. Bobko żył skromnie. Wreszcie nastąpiło najważniejsze - pytanie o wojenną przeszłość Bobko spieszył się. Powtarzał w kółko że Niemcy mu kazali... Że po dziś dzień żyje w strachu, w więzieniu czuł się pewniej. Miał tam utrzymanie, raz na tydzień zmianę bielizny i raz na dwa tygodnie zmianę pościeli. Mówił, że z całej załogi obozu został sam.
Chwilami, choć początkowo wytrącony z równowagi, Bobko odzyskiwał pewność siebie..Zaczął chodzić po pokoju?
- Dość już tej rozmowy - stwierdził w pewnej chwili.

ZŁOTO? MOŻNA ODDAĆ ŻONIE
W dwa miesiące po odwiedzinach u Bobki stanął Jerzy Z. u drzwi Aleksandra Lelusza. Dzwonek przy furtce jednorodzinnego domku rozjuszył trzy psy.
- Józek, ktoś do ciebie - zawołał kobiecy głos,
Jerzy Z: zaczął kluczyć o Baranowiczach, o rzekomych wspólnych znajomych, o spotkaniach w mieszkaniu Sergiusza Bobko na ul. Fryzjerskiej. Aleksander Leusz cały był nieufny. Z trudem trafiał drżącą dłonią papierosem do popielniczki. "Narcyz" mówił, że bardzo chciałby się zobaczyć się z Weronikiem.
- Tak ? A po co ? Weronik nie żyje.
O Kołdyczewie ani słowa.

WYROK W KIESZENI
Żaden z dwóch mężczyzn, których odnalazł Jerzy Z. nie przypuszczał, że rozmawiali
z byłym dowódcą oddziału Kedywu P„Hanka".
- Miałem w kieszeni kilka wyroków w imieniu Polski Walczącej, między innymi
Aleksandra Leusza, Sergiusza Bobkę, Aleksandra Weronika.
Jacek SOWIŃSKI
"Głos znad Niemna" zdn. 09-15.05.1994r.
Цікава, што гэты ксёнд працаваў у тоу Рудні, што пад стараверскай Веткай Гомельскага Дэканату.
Этим летом я побывал на месте бывшего немецко-фашистского концлагеря возле деревни Колдычево. Возможно, изначально, советского лагеря. Утверждать не буду - это мое личное предположение. Немцы любили использовать готовую лагерную инфраструктуру НКВД (говоря современным языком) в своих бесчеловечных целях.



Иногда, на оккупированной ими территории, они проводили вскрытие массовых захоронений НКВД, проводили экспертизу и публиковали эти материалы в своей прессе, так было, конкретно, возле Львова на Украине. У нас, естественно, об этом ничего неизвестно, а даже если и получают огласку эти материалы, то тут же с легкостью опровергаются советской (ныне «совковой» пропагандой) «мол, фашистская клевета!».



Об этом лагере я узнал в подростковом возрасте еще в советские времена от своего отца, мы жили тогда в Барановичах. Однажды мы даже ездили в эту деревню на мотоцикле, возле официального памятника разговорились с одной бабулькой, которая еще помнила этот лагерь, она рассказала, как заключенные через колючку просили есть, а они бросали им запеченную картошку. Я был очень удивлен, что такое трагическое место мало известно и почти никем не посещаемо. При общеизвестной любви к помпезности и чрезмерной раздутости всего, что касалось Вел.От.Войны.: - Брест крепость, партизаны, Малая земля, «Линия сталина»(?!?!) и тп. Извините за цинизм. Это место и сейчас практически заброшено, хотя что-то все-таки делается. Например, небольшой мемориал на дороге.



Представленные на фото групповые могилы и бетонные укрепления находятся прямо в диком лесу, хотя и недалеко от трассы Р5, участок Барановичи-Новогрудок (недалеко от Городища). Мы смогли найти их при помощи местного аборигена неопределенного возраста охранявшего небольшую стройку мемориала. Он знал, где находятся могилы, и ДОТы, но был очень удивлен моему рассказу о немецком концлагере, похоже, об этом он услышал впервые! С его помощью мы за 15 минут обошли их пешком, они все рядом. Фотографии Вы можете посмотреть.



Еще можно добавить: что кроме лагеря прямо на этом участке дороги можно посмотреть старинный курган, немецкое кладбище времен 1 мировой войны, и жемчужину природы Беларуси озеро Свитязь с древним, реликтовым лесом вокруг! Все эти достопримечательности расположены очень близко друг к другу (за пол дня можно обойти их пешком или объехать на велосипеде.)

Дадаць паведамленне

*
*
*
*