> obwód miński > rejon klecki > miasto Kleck > Bitwa pod Kleckiem
Kleck. Bitwa pod Kleckiem
Kleck.  Bitwa pod Kleckiem

Bitwa pod Kleckiem | Kleck

Rok budowy (przebudowy): 05.08.2006
Współrzędne geograficzne:
53 3'7.66"N, 26 37'4.61"E

Albumy zdjęć

Wybrane zdjęcia

Kleck.  Bitwa pod Kleckiem

Krzyż i kamień pamiątkowy na miejscu bitwy Foto © . |

Kleck.  Bitwa pod Kleckiem

Pole, na którym wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego pod dowództwem kniazia M. Glińskiego stoczyły bitwę z Tatarami Krymskimi Foto © . |

Kleck.  Bitwa pod Kleckiem

Most na rzece Łań przy drodze z Klecka do Siniawki Foto © . |

Pogrom ordy na Kresach

Tatarzy, czyli Mongołowie pojawili się w dziejach polskich już w XIII w. Byli przerażająco szybcy, bitni, świetnie zorganizowani i niezwykle okrutni. W 1241 r. usiłowali przedrzeć się z Włodzimierza Wołyńskiego do serca Europy, bijąc rycerstwo małopolskie pod Chmielnikiem i Tarczkiem. Jeden tuman, 10 tys. wojowników Bajdara, poszedł na szczęśliwie zawczasu ewakuowany Kraków. Tatarzy zdobyli stolicę, tworząc m.in. legendę o przerwanym przez tatarską strzałę hejnale alarmowym z wieży mariackiej. Drugi tuman, Kajdu, przejechał się po Mazowszu i Wielkopolsce, by znów zejść się z pierwszym pod Wroc awiem.

Tutaj, pod Legnicą, najeźdźcy roznieśli hufce ciężkozbrojnego rycerstwa polskiego, zakonu krzyżackiego i innych, mimo że szala zwycięstwa przechylała się na stronę chrześcijan. Prawdopodobnie Tatarzy zwyciężyli nie tylko dzięki niezwykłej manewrowości i pozorowanym odwrotom. Zastosowali bowiem, jak pisze Jan Długosz, smrodliwe gazy bojowe i zasłony dymne, które poraziły szlachetnych rycerzy. Jednakowoż Tatarzy w tej bitwie sami ponieśli tak ciężkie straty, że zrezygnowali z podboju zachodniej Europy i skręcili na Węgry.

Niebawem ogromne państwo mongolskie, Złota Orda stworzona przez Czyngis-chana, rozpadło się na wiele chanatów i ord. W XV w. jednym z najważniejszych stał się chanat krymski, sąsiadujący z Polską i Litwą. Orda krymska w 1475 r. dostała się wprawdzie pod panowanie tureckie, ale była to zależność pozorna. Chanowie tytułowali się bowiem przyjaciółmi sułtanów. I w istocie, bywało, że decydowali o tronie padyszacha podczas walk o władzę, podając się za "ojców" sułtana. Ponadto orda krymska nie tylko nie płaciła haraczu Stambułowi, ale sama dostawała upominki. Bardzo szybko Tatarzy wyspecjalizowali się jako straż przednia wojsk tureckich: byli zapraszani przez sułtanów jako "asysta dla wiary islamu".

Drugą specjalnością było grabienie i dostarczanie na rynek wschodni niewolników zdobywanych podczas najazdów na ziemie polskie, litewskie i moskiewskie. Na przykład w 1482 r. orda złupiła Kijów. W dwa lata później chanat krymski odciął państwo polsko-litewskie od Morza Czarnego. W 1492 r. chan Mengli Gerej wołał już do sojusznika Iwana III: "Ja zabiorę im Kijów, a zimą przybądź, ty bracie mój! Obaj pójdziemy na króla, jakże Litwa nam się ostoi? Da Bóg, weźmiemy Wilno i Kraków". Były to jeszcze czcze nawoływania: od słów do poczynań długa droga, ale Tatarzy krymscy, a potem jedyczkulscy, nogajscy, perekopscy, oczakowscy oraz budzakowscy bezlitośnie i coraz częściej wyprawiali się na ziemie Rzeczypospolitej.

Ich taktyka była prosta i skuteczna. Odziani w baranie opończe, na krępych, małych i niezwykle wytrwałych bachmatach, uzbrojeni jedynie w łuki i szable albo kije z piszczelem końskim, czyli masłaki, biegli skrycie dolinami rozdzieleni na kilka kolumn. Żywili się płatami surowego mięsa, głównie końskiego, a jako mahometanie nie jedli wieprzowiny. W zdobytych wsiach chrześcijańskich trzodę spędzali do jednej zagrody i palili, mając chrześcijan za "świniojadów". Mieli też w pogardzie chleb: "Jesteście wy bowiem jako wielbłądy prosem się obżerające", pisał np. chan do księcia moskiewskiego.

Każdy ordyniec podczas wyprawy miał zapasowe konie. Po odpoczynku przed granicą polską i jej przejściu szli dniem i nocą, z reguły odpoczywając jedynie godzinę na dobę. Wtargnąwszy skrycie i z wielką szybkością na głębokość kilkuset kilometrów w głąb Polski tworzyli kosz, czyli siły główne, rozpuszczając wiele kilkusetosobowych czambułów ze skrzydeł swych wojsk. Grabiły one, paliły, ścinały i przede wszystkim brały jasyr, czyli niewolników, których dostarczali zaraz do głównych sił. Kosz obciążony jasyrem zawracał i zmykał co sił na Dzikie Pola w kierunku Morza Czarnego.

Chorągwie polskie na ogół nie mogły Tatarów dopaść. Jeśli już roty polskie czy litewskie zmusiły ich do walki, to stawali oni w zwartym szyku, zasypywali rycerstwo strzałami i odskakiwali, pozornie bezładnie rozpraszając się po stepie. Manewr ten powtarzali aż do skutku. Byli jednak nieodporni na broń palną, którą z kolei świetnie posługiwali się Kozacy, początkowo marni jeźdźcy, ale znakomici piechurzy. To właśnie Kozacy coraz częściej stawali jako pierwsi naprzeciw ordzie.

Kiedy tatarski kosz dotarł do Dzikich Pól, za umowną wówczas granicą, dokonywała się najgorsza część tragedii: żony i córki gwałcono na oczach mężów i rodziców, chłopców obrzezywano na służbę islamu, a także dzielono łupy. Los jasyru bywał straszny, choć nie zawsze: słynna żona sułtana Sulejmana Wspaniałego, ukochana Roksolana była Rusinką, zdaje się córką popa, porwaną przez Tatarów podczas jednego z najazdów. Dla Roksolany Sulejman kazał nawet zamordować własnego syna, by utorować synowi Roksolany, Selimowi, drogę do seraju.

W początkach XVI w. twórca potęgi chanatu krymskiego Mengli Gerej słał poselstwa do Krakowa. Jednocześnie jego Tatarzy napadali na Polskę. W 1501 r. orda rozpuściła czambuły aż trzykrotnie. Mimo rozejmu Rzeczypospolitej z sułtanem w 1503 r., na Litwę latem 1505 r. ruszył kolejny wielki najazd tatarski. Agresorzy dotarli wtedy aż do Wilna, Mińska i Połocka. Zostawiali zgliszcza wsi, a nawet zaskoczonych miast, jak Kleck, i płacz uprowadzonych tysięcy ludzi. Lotność ordy była przerażająca i dotąd nikt w Rzeczypospolitej nie zdołał ich pobić w jednej bitwie.

Król Aleksander Jagiellończyk przewidywał kolejny najazd w 1506 r. Zaciągnął raców, oddziały husarii serbskiej, i gotował się do zwołania pospolitego ruszenia, zwanego na Litwie służbą ziemską. Jednakże w trakcie obrad sejmu litewskiego w Lidzie w końcu lipca dotarła wiadomość, że Tatarzy są tylko o jeden dzień marszu od Lidy. Orda krymska pod synami chana Mengli Gereja, Betim i Burnuszem, szła już tak od maja, początkowo łupiąc ziemie Moskwy. Wreszcie skręciła i przekroczyła polską granicę na Dnieprze pod Łojowem. Liczono ją na 20 tysięcy żołnierzy, choć zapewne była to liczba przesadzona.

Król Aleksander był już sparaliżowany, śmiertelnie chory, ale zdążył jeszcze zwołać pospolite ruszenie z Wielkiego Księstwa Litewskiego. Dowództwo powierzył hetmanowi wielkiemu Stanisławowi Kiszce. Jednakże i ten, "chory bardzo, nie mógł wsiąść na konia, ale z wielkim wysiłkiem kazał siebie wieźć na wozie, a widząc to panowie umyślili i poruczyli na ten czas hetmaństwo kniaziowi Michałowi Lwowiczowi Glińskiemu" - napisał anonim w tzw. Kronice Bychowca.

Dzięki kronice nieźle znamy przebieg ważnej bitwy koło Klecka 5 sierpnia 1506 r. Wysłany przez Glińskiego podjazd Serbów pojmał jakichś Tatarów: "nieco żywych przywiedli do panów, a innym głowy odciąwszy w torby powkładali". W tym czasie litewska armia urosła do 7 tysięcy rycerzy: była to sama jazda, głównie ze służby ziemskiej, która dysponowała jedynie dwoma działami.

Drugi podjazd braci Niemirowiczów przywiózł kolejnych jeńców, którzy zeznali, że kosz "carewiczów" tatarskich Betiego i Burnusza stoi pod zniszczonym Kleckiem, między rzekami Łań i Ceprą. Czambuły jeszcze nie wróciły z rabunku. Był 3 sierpnia i tego samego dnia książę Gliński ruszył z Nowogródka na kosz pod Kleckiem komunikiem, czyli bez taborów, marszem ubezpieczonym. W drodze Litwini roznieśli czambuł tatarski, po czym nocowali w Nielepowie. Tutaj Gliński pozostawił chorego hetmana Kiszkę, jako doświadczony wódz decydując się na realizację zaskakującego planu.

Kniaź orientował się bowiem, że tym razem Tatarzy chcą stoczyć otwartą bitwę. W koszu była połowa ich wojska, reszta plądrowała ziemie po Mińsk i Wołkowysk w promieniu 150 kilometrów, a ponadto żal było im porzucać tak liczny jasyr i łupy. Z czym by się "carzykowie" w Perekopie, a ordyńcy w biednych ułusach pokazali?

Gliński zauważył też, że orda, atakowana frontalnie, może z łatwością umknąć przez Ceprę na Słuck albo Turów. Dlatego zboczył z traktu nowogródzkiego i osłonięty lasami zaszedł kosz od strony bagien rzeki Łań. Zjeżdżające ze wzgórza chorągwie grodzieńska, nowogrodzka, mińska, słucka i racowie ujrzeli ordyńców gotowych do walki. Stali na bachmatach z łukami w rękach na wzniesieniu, w odległości około kilometra, oddzieleni bagnistą doliną. Zniszczyli most i zamierzali wepchnąć jazdę litewską w bagna.

Gliński posłał do przodu raców, którzy usiłowali znaleźć bród przez rzekę. Doszło do starć i harców. Tymczasem jego żołnierze pod osłoną ognia wątłej artylerii i arkebuzów rzucali ścięte drzewa, deski i chrust, tworząc dwie przeprawy przez bagna. Coraz to strzały tatarskie sięgały lekkozbrojnych, ale po trzech godzinach dwie kolumny mogły ruszyć przez bagna.

Początek był jednak niefortunny dla Litwinów, gdyż poczet wojewody Jana Zabrzezińskiego, pod jego nieobecność, wysforował się nieopatrznie do przodu i został wycięty. Podobnie uczyniła prawa kolumna, która miała odciąć ordę od drogi ucieczki na Ceprę. Wyszła zbyt szybko do przodu i została zatrzymana przez przeważających liczebnie Tatarów. Gliński dostrzegł to i osobiście poprowadził lewą kolumnę, która w gwałtownej walce obeszła skrzydło tatarskie i wyszła na tyły walczącego kosza.

Przerażeni Tatarzy, zmagający się z prawą kolumną, zaskoczeni od tyłu, rzucili się do ucieczki. W pogoń kniaź rzucił lekką jazdę lewej kolumny, która obsadziła przeprawy przez Ceprę. "Tak wielu Tatarów i koni ich w rzece i błocie było, że wojska litewskie przejeżdżały na koniach i piesi przechodzili po martwych ciałach Tatarów i ich koni" - pisał kronikarz. Tylko nieliczni zdołali wymknąć się za Ceprę. Pomiędzy rzekami Łanią i Ceprą rozpoczęło się więc wycinanie Tatarów i odzyskiwanie jasyru.

Samych jeńców krymskich żołnierze wzięli ponoć 3 tysiące i aż 30 tys. koni. Do nóg zwycięzców przypadło też ze łzami podzięki około 40 tys. mieszkańców ziem Rzeczypospolitej, którzy uniknęli strasznego losu. Gliński zasadził się jeszcze koło Klecka w oczekiwaniu na czambuły. Gromił je do 8 sierpnia. Tylko nieliczni ordyńcy z synami chana dotarli na Krym, szerząc wieść o pierwszej wielkiej klęsce w Rzeczypospolitej.

...Ale tylko dwa lata Kresy odetchnęły od najazdów.

JERZY BESALA
http://www.dziennik.krakow.pl/public

Wiadomości